Często można usłyszeć, że przysłowia są mądrością narodów. Okazuje się jednak, że niektóre z ludowych porzekadeł mogą być również przydatne dla zilustrowania tendencji zachodzących we współczesnej gospodarce światowej. Gospodarka, podobnie jak cały świat, stale się zmienia i unowocześnia. Paradoksalnie jednak właśnie ta zmienność powoduje, że do rozwiniętych gospodarek rynkowych adekwatne stają się czasami stare maksymy. Jedna z nich mówi, że kto z kim przestaje, takim się staje.
Wśród głównych procesów obserwowanych w międzynarodowych stosunkach ekonomicznych na pierwszym miejscu wymienia się zazwyczaj globalizację. W wymiarze gospodarczym pojęcie to odnosi się m.in. do rosnącej integracji i pogłębiających się współzależności między oddalonymi od siebie gospodarkami narodowymi. Mimo istnienia dużych różnic pomiędzy modelami systemu kapitalistycznego w różnych krajach zależności te prowadzą do upodabniania się wzorców gospodarowania, zarządzania i prowadzenia polityki.
Jednym z przejawów globalizacji jest stopniowa synchronizacja cykli koniunkturalnych w skali światowej. Rosnące stale przepływy kapitałowe, rozwijający się handel międzynarodowy oraz działalność transnarodowych korporacji i organizacji sprawiają, że impulsy koniunkturalne, zarówno pozytywne, jak i negatywne, przenikają nie tylko granice państw ściśle ze sobą współpracujących, ale nawet pozornie słabiej powiązanych. Z jednej strony bodźce te wspomagać mogą ożywienie gospodarek, ale z drugiej również wywoływać recesje. Nie jest to zresztą zjawisko nowe. Globalne kryzysy, z których najbardziej spektakularnym był chyba tzw. Wielki Kryzys z przełomu lat 20. i 30. XX wieku, odnotowywane były znacznie wcześniej, nim powstał sam termin "globalizacja".
W odniesieniu do gospodarki europejskiej i cykli koniunkturalnych państw strefy euro zaobserwować można adekwatność jeszcze innego przysłowia o nieco podobnym znaczeniu. Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one. W strefie euro wzajemna synchronizacja przebiegu cykli koniunkturalnych jest bowiem jednym z głównych warunków efektywnego funkcjonowania ponadnarodowej polityki pieniężnej. W przypadku wystąpienia jednocześnie recesji w jednym kraju członkowskim i oznak przegrzewania koniunktury w drugim bank centralny nie jest w stanie podjąć decyzji korzystnej dla obu państw. Wzrost stóp mógłby w krótkim okresie zapobiec skutkom przegrzania gospodarki, ale jednocześnie przeszkadzać w wychodzeniu z recesji. Analogicznie, zbyt łagodna polityka pieniężna być może sprzyjałaby ożywieniu w państwie znajdującym się w spadkowej fazie cyklu koniunkturalnego, ale równolegle zwiększałaby presję inflacyjną w kraju doświadczającym boomu.
Czy przysłowie o wronach i krakaniu może być jakąś wskazówką w dyskusji o terminie przyjęcia w Polsce wspólnej waluty europejskiej? Poziom synchronizacji cykli koniunkturalnych nie jest jedynym wyznacznikiem gotowości gospodarki do członkostwa w strefie euro. Dokonać należy zatem bilansu wszystkich kosztów i korzyści poddania się polityce pieniężnej Europejskiego Banku Centralnego. Gdy jednak gospodarka Polska okaże się gotowa do przystąpienia do strefy euro, a nie skorzysta z nadarzającej się okazji, konsekwencje mogą być gorsze, niż przewidział to na przykład Żeromski. Rozdziobią nas wtedy nie tylko kruki i wrony.