Były szef rządu Kazimierz Marcinkiewicz będzie miał od wtorku zupełnie nowe zajęcie - zostanie doradcą prezesa PKO BP. Dokładniej zaś będzie doradzał Sławomirowi Skrzypkowi, który jest pełniącym obowiązki szefa tego banku.
Nie kryję, że zaskoczyła mnie trochę ta wiadomość. Przypomnę, że całkiem niedawno minister Wojciech Jasiński zapewniał, że poprze kandydaturę ekspremiera na prezesa PKO BP. Jego zdaniem, Kazimierz Marcinkiewicz znakomicie poradzi sobie z zarządzaniem tak dużym bankiem, bo będzie miał odpowiednich doradców. Teraz sytuacja jednak diametralnie się zmienia. Doświadczenia będzie brakować nie tylko p. o. prezesa, ale także doradzającemu mu byłemu szefowi rządu. Jak w takim razie będzie wyglądać zarządzanie bankiem?
Sytuację może uratować to, że rada nadzorcza PKO BP ma w najbliższym czasie rozpisać konkurs na stanowisko prezesa (i dwóch wiceprezesów). Kazimierz Marcinkiewicz już zapowiedział, że w nim wystartuje.
Wnioskuję zatem, że warunki tego konkursu będą tak sformułowane, aby były premier mógł ubiegać się o fotel prezesa PKO BP. To z kolei oznacza, że od kandydatów nie będzie się wymagać ani wykształcenia ekonomicznego, ani doświadczenia w kierowaniu instytucjami finansowymi. Inaczej Kazimierz Marcinkiewicz odpadłby w przedbiegach. Jeśli tylko warunkiem nie będzie doświadczenie w kierowaniu średniej wielkości państwem europejskim, kandydatów może się znaleźć wielu. Zwłaszcza że PKO BP nie będzie już dotyczyła tzw. ustawa kominowa, która ogranicza zarobki menedżerów. Zastanawiam się, czy sam też nie wystartuję.