Ostatnia sesja w roku nie przyniosła rewolucji na światowych giełdach. Indeksy na Wall Street zmieniły się symbolicznie, podobnie jak w Japonii. Nieco więcej ochoty do handlowania mieli gracze w Europie. Być może inwestorzy na Wall Street bardziej niż o handlu myśleli już o czterodniowym wolnym weekendzie - najdłuższym od zamachów z 11 września. Giełdy w Nowym Jorku, nieczynne w poniedziałek z racji Nowego Roku, zamknięte będą także we wtorek ze względu na pogrzeb prezydenta Geralda Forda. Przystąpią do pracy dopiero w środę.

Giełdy w Stanach kończą rok z dwucyfrowym wzrostem - średnia Dow Jones zyskała prawie 17 proc., natomiast wskaźnik technologicznego Nasdaqa nieco ponad 10 proc. Na ostatniej sesji kupowano akcje spółek telekomunikacyjnych, które cały rok zaliczą do najbardziej udanych spośród wszystkich branż. Powód dał koncern AT&T, który dzięki ustępstwom na rzecz konkurentów ma znacznie więcej szans na otrzymanie zgody na fuzję z BellSouth. Jest to transakcja o wartości 85 mld USD, największa w tym roku na świecie. Wyraźnie, o ok. 5 proc., rosły akcje Apple. Koncern położył kres spekulacjom o dymisji Steve?a Jobsa, dyrektora generalnego, który znalazł się w centrum skandalu dotyczącego przyznawania opcji na akcje. Według firmy, Jobs nie dopuścił się jednak żadnych nadużyć. Przez ostatnie dni akcje Apple mocno się wahały.

W Europie Zachodniej indeksy na większości rynków w piątek spadły, przeciętnie o 0,2-0,4 proc. W skali całego roku najwięcej powodów do zadowolenia mają inwestorzy w Madrycie - tamtejsza giełda zyskała ponad 30 proc. 21-proc. zysk z akcji stał się udziałem graczy we Frankfurcie, a 11-proc. - w Londynie. Na ostatniej sesji traciły papiery spółek paliwowych, bo ropa została przeceniona do poziomu najniższego od miesiąca. Solidarnie spadły akcje BP, Shella i Totala. Koncerny paliwowe były jedną z najmniej trafnych inwestycji w mijającym roku - akcje zyskały tylko 3,3 proc.