Reklama

Jaki będzie rok 2007?

Publikacja: 30.12.2006 11:59

Dyskusję o tym, czy ostatni rok był dobry - czy też nie - pozostawmy już politykom. Nikt z równym przekonaniem nie obroni tezy, że był to "najlepszy rok w historii gospodarki" (jeśli należy do rządzącej koalicji) albo że był to "dramatyczny rok zmarnowanych okazji" (jeśli jest członkiem opozycji). Natomiast my wszyscy gołym okiem widzimy, że był to rok mieszany: świetny pod względem odnotowanych wyników gospodarczych, kiepski pod względem postępu reform, które są niezbędne, by uczynić Polskę miejscem konkurencyjnym, przyjaznym dla inwestorów i atrakcyjnym do prowadzenia działalności.

Zastanówmy się raczej nad tym, co czeka nas w roku 2007? Przede wszystkim trzeba zauważyć, że nowy rok będzie zapewne kolejnym

rokiem dobrej koniunktury. Wbrew obawom czarnowidzów, jeśli przedsiębiorstwa

już raz zdecydowały się na inwestowanie, tak łatwo się nie zniechęcą.

Inwestycje rosnące w tempie kilkunastu procent wywołują poza tym efekty lawiny (które ekonomiści zwykli bardziej uczenie zwać efektami mnożnika i akceleratora), czyli pociągają za sobą kolejne inwestycje. Biorąc pod uwagę wysoki stopień wykorzystania zdolności produkcyjnych w polskim przemyśle należy też stwierdzić, że część firm nie ma wyboru - niezależnie od tego, czy podoba im się sytuacja, czy też nie, po to by zaspokoić rosnący popyt muszą zwiększyć możliwości produkcyjne, dokonując inwestycji.

Reklama
Reklama

W ślad za inwestycjami przedsiębiorstw idą, oczywiście, rosnące wydatki konsumpcyjne ludności. I nic dziwnego. Bezrobocie spada (a w dużych miastach w praktyce już niemal zanika), więc lęk przed utratą pracy zastępowany jest powoli przekonaniem o nieuchronnym wzroście płac. To z kolei zachęca do zaciągania kredytów konsumpcyjnych, które nadal są tak tanie, jak nigdy w przeszłości. Do dobrej koniunktury na rynku przyczynią się więc i wydatki gospodarstw domowych.

Skoro gospodarka będzie w dobrej formie, to korzystne nastroje powinny również panować na giełdzie.

Giełda jest odbiciem realnej gospodarki i może trwale rosnąć tylko wtedy, kiedy rosną perspektywy zysków przedsiębiorstw. To zaś wydaje się dość pewne. Oczywiście, nikt nam nie zagwarantuje, że inwestorzy nie przesadzą w swoim optymizmie i że w którymś momencie nie czeka ich poważna korekta kursów akcji. Ale fundamentalnych przyczyn, dla których giełda nie miałaby w 2007 roku dobrze wyglądać, chyba jak dotąd nie widać.

Do każdej beczki miodu

ekonomiści dolewają jednak łyżkę (czasem całkiem sporą) dziegciu.

Otóż wydaje mi się niemal pewne, że w przyszłym roku

Reklama
Reklama

zobaczymy już pierwsze efekty

narastającej w gospodarce nierównowagi. Jeśli płace szybko

rosną, rosną też koszty produkcji. Jeśli popyt szybko rośnie,

rosną też inflacja i deficyt handlowy. Nie oczekiwałbym, aby oba te zjawiska osiągnęły w 2007 roku wielkość niebezpieczną. Ale ich wzrost - moim zdaniem pewny - będzie pierwszym ostrzeżeniem, że beztroskie czasy dobrej koniunktury nie będą trwać wiecznie.

To, oczywiście, prawda. Ale tymczasem korzystajmy z uroków ożywienia gospodarczego, a zmartwienia zostawmy sobie na później.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama