Podwyżka cen gazu i wycofanie się z bezcłowej sprzedaży ropy przez Rosjan może dla Białorusi skończyć się załamaniem gospodarczym - prognozują eksperci.
Jak zakłada porozumienie podpisane tuż przed rozpoczęciem Nowego Roku, od 1 stycznia Białorusini będą płacić po 100 dolarów za 1 tys. m sześc. rosyjskiego gazu. To ponad dwa razy więcej niż dotychczasowe 45 USD. W ciągu czterech lat cena ma dojść do "rynkowego poziomu", czyli ok. 200 USD za 1 tys. m sześc.
Dodatkowo, co ogłaszano już wcześniej, Moskwa chce wprowadzić cło na eksportowaną na Białoruś ropę naftową. Dotychczasowa zerowa stawka ma zamienić się na 180 dolarów od każdej tony. Władze Białorusi wciąż liczą na wynegocjowanie lepszych warunków.
Dotychczas to w dużej mierze właśnie dzięki dotowaniu krajowej energetyki przez Rosjan możliwy był szybki rozwój gospodarczy Białorusi. Według danych Banku Światowego, tamtejszy produkt krajowy w 2005 r. wzrósł o 9 proc. Jak twierdzą Rosjanie, kraj czerpał nieuzasadnione korzyści np. z przerobu taniej rosyjskiej ropy, sprzedając ją potem na Zachód już po "normalnych" stawkach.
- Po ostatnich decyzjach Moskwy białoruski cud gospodarczy może się skończyć - wyrokuje Mieczysław Grib, cytowany przez francuską agencję AFP były marszałek białoruskiego parlamentu, a teraz jeden z oponentów prezydenta Aleksandra Łukaszenki. - Sytuacja, w obliczu której stanęła Białoruś, wymaga liberalizacji i zmian w polityce gospodarczej. Będzie to trudne pod rządami Łukaszenki, który może bać się utraty popularności - dodaje Walerij Karbowicz, niezależny analityk polityczno-ekonomiczny.