Reklama

Nie walcz z trendem

Przestrzeganie kilku podstawowych zasad inwestowania w kontrakty pozwala ustrzec się przed dotkliwymi stratami i zyskiwać na silnych ruchach notowań

Publikacja: 04.01.2007 08:16

W poprzednim odcinku omówiliśmy rodzaje strategii, jakie w praktyce stosują inwestorzy na rynku kontraktów terminowych. Jedną z cech giełdy jest to, że nie istnieje jedynie słuszne podejście do inwestowania. Wiele zależy od cech charakteru inwestora, jego nastawienia do ryzyka, samodyscypliny. Jedni inwestorzy mogą osiągać świetne rezultaty, analizując czynniki fundamentalne, inni - stosując analizę techniczną. Mając świadomość tego, w tym i w kolejnych odcinkach przedstawimy jedną z możliwych filozofii inwestowania w kontrakty - tzw. inwestowanie zgodnie z trendem, zwane też podążaniem za trendem (ang. trend following). Podejście to można streścić w kilku "złotych" zasadach, które razem wzięte odróżniają je od innych koncepcji inwestowania.

Pozwól rosnąć zyskom...

Koncepcja ta opiera się na podstawowym pojęciu analizy technicznej, jakim jest trend. Kursy kontraktów i wszelkich innych instrumentów finansowych poruszają się zawsze w jednym z trzech rodzajów trendów: wzrostowych, spadkowych lub bocznych (horyzontalnych). Inwestowanie zgodnie z trendem polega na tym, że w przypadku trendu wzrostowego powinniśmy mieć jak najdłużej otwartą długą pozycję, w przypadku spadkowego - krótką pozycję, trend boczny zaś najlepiej przeczekać poza rynkiem, w oczekiwaniu na większy ruch w górę lub w dół.

Na pierwszy rzut oka te zalecenia wydają się oczywiste, ale w praktyce wielu inwestorów postępuje odwrotnie, często ponosząc w efekcie dotkliwe straty. Przykładowo: otwierają krótkie pozycje, licząc, że wzrosty nie mogą już potrwać długo i rynek zbliża się do punktu zwrotnego. W przypadku bardzo silnych trendów takie kalkulacje często zawodzą i doprowadzają do dotkliwych i błyskawicznie narastających strat. Podobnie w przypadku spadków bywa, że inwestorzy przedwcześnie otwierają długie pozycje, licząc na odbicie.

Koncepcja inwestowania zgodnie z trendem całkowicie wyklucza tego typu działania. W jej myśl pozycji nigdy nie należy otwierać lub zamykać wbrew panującemu trendowi. Zalecenia płynące z tej koncepcji mogłyby brzmieć następująco: pozycję otwieraj dopiero wówczas, gdy pojawią się sygnały rozpoczęcia trendu oraz zamknij ją, gdy pojawią się sygnały jego zakończenia.

Reklama
Reklama

W praktyce największa trudność polega na określeniu sygnałów rozpoczęcia i zakończenia trendu. W tym celu inwestorzy wykorzystują wszelkie możliwe mniej lub bardziej wyrafinowane metody analizy technicznej, takie jak przebicie oporu/wsparcia czy sygnały wskaźników. W kolejnym odcinku przedstawimy przykładowy sposób określania momentów otwierania i zamykania pozycji.

...i ucinaj straty

Niektóre strategie inwestycyjne (głównie krótkoterminowe) nastawione są na małe, ale częste zyski. Zakładają one, że w żadnym wypadku nie należy pozwolić, aby zysk - kiedy już się pojawi - obrócił się w stratę. Koncepcja inwestowania zgodnie z trendem, opiera się na innej zasadzie, zgodnie z którą należy maksymalnie długo wykorzystać panujący trend i pod żadnym pozorem nie zamykać pozycji, zanim nie pojawią się oznaki zakończenia tego trendu. W praktyce konsekwencją takiego podejścia jest uzależnienie zysków inwestora od występowania długotrwałych i silnych trendów. Pod tym względem polscy inwestorzy nie powinni narzekać - notowania kontraktów na WIG20 poruszają się w silnych trendach - w ostatnich latach głównie wzrostowych, wcześniej (w latach 2000-2002) w równie silnych spadkowych.

Niestety, w sytuacji gdy notowania nie poruszają się wyraźnie w dół lub w górę, gracze inwestujący z trendem narażeni są zazwyczaj na straty. Wynika to z tego, że w takich okresach występują liczne błędne sygnały. Kiedy już wydaje się, że rozpoczyna się trend, notowania zawracają w drugą stronę.Rzecz w tym, by nie pozwolić stratom urosnąć do rozmiarów, które zniweczyłyby zyski uzyskane w czasie silnych trendów. Niektórzy wytrawni inwestorzy twierdzą, że ucinanie strat w odpowiednim momencie jest najważniejszym elementem całej strategii. Przejściowe straty są nieodłączną częścią inwestowania - bez względu na to, czy jest to inwestowanie zgodnie z trendem, czy jakakolwiek inna strategia.

Za zdyscyplinowanym ucinaniem strat przemawia prosta matematyczna prawidłowość, zgodnie z którą procentowy zysk potrzebny do odrobienia straty jest proporcjonalnie większy od niej samej. Im większa strata, tym bardziej ta prawidłowość działa na niekorzyść inwestora. Przykładowo: jeśli stracimy 30 proc., to zysk potrzebny do odrobienia tego uszczerbku sięga 43 proc. Przy stracie równej 50 proc., zysk powinien wynieść aż 100 proc. (patrz wykres).

Ucinanie strat jest dla wielu początkujących inwestorów najtrudniejszą z psychologicznego punktu widzenia rzeczą, gdyż konieczność ta kłóci się z podświadomym dążeniem do tego, by zawsze mieć rację. Dążenie to każe wierzyć, że mimo rosnącej straty kurs w końcu "musi" podążyć w założonym kierunku. W skrajnym przypadku tolerowanie rosnących strat może doprowadzić nawet do bankructwa. Jedyną na to radą jest ścisłe przestrzeganie reguł, które inwestor sobie na wstępie założył, i nieuleganie emocjom.

Reklama
Reklama

Koncepcja inwestowania zgodnie z trendem to typowa strategia średnioterminowa. Innymi słowy, gracze stosują ją w odniesieniu do trendów trwających nawet do kilkunastu tygodni. Tego typu podejście jest natomiast rzadziej spotykane w przypadku day-tradingu, czyli inwestowania w perspektywie jednego dnia, ale także i tu może znaleźć zastosowanie.

Nie warto łapać dołków i szczytów

W dziewięcioletniej historii notowań kontraktów na WIG20 inwestorzy nie mogli narzekać na brak trendów trwających nawet wiele miesięcy. Już na pierwszy rzut oka widać,

że konsekwentne inwestowanie zgodnie z panującym trendem mogło okazać się na dłuższą metę znacznie bardziej intratną strategią niż próby "łapania" dołków i szczytów. Punkty zwrotne na rynku są niezwykle trudne do przewidzenia, natomiast przyłączanie się do trwającego już trendu w jego początkowej fazie prędzej czy później musi przynieść efekty.

Zbankrutował, bo walczył z trendem

W długiej historii kontraktów terminowych na świecie nie zabrakło imponujących sukcesów inwestycyjnych, ale także równie spektakularnych porażek. Jako symbol ryzyka związanego z tymi instrumentami często przytaczana jest postać Nicka Leesona

Reklama
Reklama

- tradera, który w 1995 r. doprowadził swymi transakcjami do bankructwa brytyjskiego

Barings Banku, dla którego pracował.

Tymczasem symbolizuje on nie tyle ogromne ryzyko związane z kontraktami, ile raczej

całkowicie błędną strategię inwestycyjną.

Feralne operacje, jakie przeprowadzał

Reklama
Reklama

Leeson na rynku japońskim, były wręcz

odwróceniem do góry nogami koncepcji inwestowania zgodnie z trendem. Mimo utrzymującej się tendencji spadkowej tokijskiego indeksu Nikkei trader zaczął grać na zwyżkę, otwierając długie pozycje w kontraktach na ten indeks (a także m.in. w opcjach). Wbrew jego oczekiwaniom trend spadkowy wcale nie ustawał. Mimo to Leeson zamiast uciąć straty, nie tylko utrzymywał stratne pozycje, ale, co gorsza, je powiększał, starając się "złapać spadający nóż". Po miesiącu coraz bardziej beznadziejnej walki z nasilającym się trendem spadkowym Leeson nie był w stanie uzupełniać depozytu zabezpieczającego.

Straty Baringsa przekroczyły 2 mld USD,

a pechowy trader trafił na cztery lata do więzienia. Kiedy ktoś traci, ktoś inny jednocześ-nie zyskuje. Na katastrofie Baringsa niemałe fortuny mogli zbić ci, którzy inwestowali zgodnie z trendem.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama