Nowy rok nie przyniósł dużych zmian na rynkach zagranicznych. S&P 500, po silnych wzrostach, kontynuuje korektę. Z kolei na rynkach środkowoeuropejskich, choć byliśmy świadkami próby zakończenia spadków, to jednak na razie trudno również mówić o powrocie trendu.

S&P 500 od połowy ubiegłego miesiąca konsoliduje się. Po silnych wzrostach z ostatnich miesięcy, indeks nie zdołał w grudniu pokonać oporu na poziomie 1432 pkt, rozpoczynając zarazem zasłużoną korektę. Po przełamaniu krótkoterminowego wsparcia na poziomie 1414 pkt wydawało się, że przybierze ona spadkową postać. Jednak na razie indeks porusza się w bok. Kolejne wsparcie znajduje się w okolicy 1410 pkt i zapewne dopiero jego przełamanie zmieniłoby charakter rynku na spadkowy. W takim przypadku, maksymalny zasięg ruchu należałoby wyznaczyć na 1380 pkt. Dopóki indeks pozostaje powyżej wspomnianego poziomu, nie istnieje zagrożenie dla trendu wzrostowego w dłuższym horyzoncie inwestycyjnym. Z drugiej jednak strony, na razie nie pojawiły się także sygnały powrotu wzrostów. Aby można było mówić o końcu korekty i kontynuacji wcześniejszej tendencji, S&P 500 musi przełamać poziom 1432 pkt.

Ostatnie sesje na giełdach środkowoeuropejskich nie przyniosły znaczących zmian. Początek nowego roku indeksy rozpoczęły od silnych zwyżek, które można było interpretować jako krótkoterminowe sygnały kupna. Jednak w środę notowania stały w miejscu. Co prawda, na razie nie pojawiły się sygnały negujące wzrostowy scenariusz, ale trójfalowa struktura ostatniego ruchu oraz brak kontynuacji wzrostów po silnej sesji, nie napawa optymizmem. Tym samym obecnie cały czas nieco więcej przemawia za kontynuacją rozpoczętego ruchu w górę, ale ryzyko inwestycyjne jest na tyle wysokie, że w przypadku nasilenia podaży, z pewnością należałoby zamykać pozycje. O kontynuacji korekty w dłuższym terminie zadecyduje test lokalnego minimum z końca grudnia. Jego przełamanie sugerowałoby dalsze spadki, których siła mogłaby być porównywalna z falą z rozpoczętą w połowie grudnia.