Dobre standardy w zakresie zmian szefa banku centralnego wyznaczają Stany Zjednoczone. Ostatnia zmiana na stanowisku szefa Rezerwy Federalnej, która miała miejsce w 2006 r., przebiegła bez żadnych zgrzytów. Stery polityki monetarnej po Alanie Greenspanie objął Ben Bernanke. Od jego nominacji przez prezydenta Busha (24 października 2005 r.) do zaprzysiężenia na stanowisku szefa Fed (1 lutego) minęły przeszło trzy miesiące.
Kandydatura Bernanke nie była zaskoczeniem dla rynków. Przed objęciem schedy po Greenspanie był szefem rady doradców gospodarczych w Białym Domu. Wcześniej profesor Ben Bernanke zajmował się sprawami polityki monetarnej na Uniwersytecie w Princeton.
Również w naszym regionie często zmiany szefa banku centralnego odbywają się płynnie. W Estonii Vahur Kraft, kierujący bankiem centralnym od dziesięciu lat, ustępował 6 czerwca 2005 r. Rada Banku Estonii, która wybiera gubernatora (odpowiednik prezesa), przedstawiła kandydaturę Andresa Lipstoka 10 maja. Osiem dni później prezydent Estonii nominował Lipstoka na gubernatora banku. Rynek miał więc przeszło trzy tygodnie na przyzwyczajenie się do nowego szefa banku centralnego.
Nominowanemu gubernatorowi sprawy bankowości nie były obce. Miał ekonomiczne wykształcenie, a cała jego kariera zawodowa związana była z finansami. Bezpośrednio przed objęciem funkcji gubernatora banku centralnego był parlamentarzystą. Wcześniej sprawdził się m.in. jako minister finansów oraz gospodarki.
Ale w innach krajach nie brakowało napięć. Wywołało je na przykład powołanie w 2000 r. na stanowisko szefa banku centralnego Czech Zdenka Tumy. Nie zarzucano mu niekompetencji: miał doświadczenie akademickie, a w poprzednich latach był głównym ekonomistą w jednym z największych domów maklerskich. Piastował wysokie stanowisko w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, a bezpośrednio przed nominacją był zastępcą poprzedniego prezesa banku centralnego Josefa Tosovskiego.