Zgłoszona przez prezydenta kandydatura Sławomira Skrzypka na prezesa NBP budzi kontrowersje nie tylko w świecie finansjery. Okazuje się, że Prawo i Sprawiedliwość nie może być pewne poparcia dla tej propozycji nawet w gronie koalicjantów.
Samoobrona uzależnia swoje "tak" od tego, jak szybko Sławomir Skrzypek będzie chciał wprowadzić Polskę do strefy euro. Partia Leppera spodziewa się także, że usłyszy od kandydata zapewnienia, że będzie dbał nie tylko o niski poziom inflacji, ale także o wzrost gospodarczy. Liga Polskich Rodzin z kolei zapowiedziała wstrzymanie się od głosu. - Jest mało prawdopodobne, by nasze ugrupowanie poparło tę kandydaturę - stwierdził wicepremier i szef LPR Roman Giertych. Obie partie zastrzegają, że decyzję podejmą po spotkaniach ze Sławomirem Skrzypkiem, które odbędą się w przyszły poniedziałek i wtorek. Głosowanie zaplanowano na środę.
Aby poznać rzeczywiste intencje koalicjantów, Prawo i Sprawiedliwość zwołało na wczorajszy wieczór spotkanie liderów ugrupowań tworzących rząd. Przewodniczący klubu PiS Marek Kuchciński zapewnia, że większość się znajdzie. Możliwe, że jego partia postraszy koalicjantów wcześ-
niejszymi wyborami. Prawdopodobnie wypowiedzi polityków Samoobrony i LPR to gra, by zmusić PiS do ustępstw w innych dziedzinach.
Nerwowo na prezydenckiego kandydata reagowali inwestorzy na rynku walutowym. Złoty osłabł wczoraj względem euro o prawie 5 gr, do ponad 3,88 EUR/PLN. Ekonomiści nie spodziewają się jednak, by polityka pieniężna zasadniczo się zmieniła.