Pierwsze sesje w nowym roku przyniosły przecenę na rynku złota. W środę kruszec staniał aż o 2 proc., najmocniej od października 2006 r. Wczoraj reakcje były mniej gwałtowne. Za uncję na rynku natychmiastowym w Londynie płacono 627 USD, o pół dolara - czyli o niespełna 0,1 proc. - mniej niż dzień wcześniej.
Odwrót inwestorów z rynku złota po części ma na pewno związek z umocnieniem się dolara, w której to walucie kruszec jest notowany. Przez dwa dni amerykański pieniądz zyskał do euro ok. 1,5 proc., odrabiając wcześniejsze straty. Inwestorzy kupowali dolary zachęceni dobrymi danymi zza Atlantyku, wskazującymi na "miękkie lądowanie" amerykańskiej gospodarki i odsunięcie w czasie decyzji Rezerwy Federalnej o pierwszych obniżkach stóp procentowych. Sprzedawali zaś złoto, które w innych walutach niż dolar stało się po prostu droższe.
W zeszłym roku złoto zdrożało o 52 proc., a po drodze ceny osiągnęły poziom nieobserwowany od ćwierć wieku. Kruszec zyskiwał m.in. dzięki słabości dolara, ale głównie za sprawą popytu z Indii, Chin i Bliskiego Wschodu, który inwestował petrodolary. Z prognoz banków inwestycyjnych wynika, że ten rok już nie będzie tak dobry. Oczekiwania bazują głównie na szacunkach kursów walut. Według brytyjskiego banku HSBC, dolar na koniec roku stanieje do 1,45 USD za euro, a to przełoży się na wzrost cen złota średnio w całym roku do 660 USD za uncję. Biorąc pod uwagę, że w ub.r. średnia cena kruszcu wynosiła ok. 605 USD, oznaczałoby to zwyżkę w wysokości ok. 10 proc.