"Surowce robią swoje i ten zły nastrój rozlewa się po rynkach wschodzących. KGHM i spółki rafineryjne mają duży udział w indeksach i to od kilku dni powoduje korektę. Dziś jednak tracą wszystkie sektory, także banki. Mamy do czynienia ze zmianą nastroju na całym rynku" - powiedział makler w DM BZ WBK, Artur Zaręba.
W piątek spadek miedzi, który od początku roku osiągnął już 10 procent, wyhamował. Kurs KGHM też więc nieznacznie odreagował spadki, które od początku roku sprawiły, że kapitalizacja szóstego co do wielkości producenta miedzi na świecie spadła o 14 procent do poziomu z połowy zeszłego roku.
Z powodu łagodnej zimy cena baryłki ropy w Londynie spadła do poziomu najniższego od ponad roku, ciągnąć w dół PKN Orlen SA, Grupę Lotos SA i węgierskiego MOL-a. Z tego powodu WIG spadł w ciągu sesji poniżej pułapu 50.000 punktów, a WIG20 - 2.000 punktów. "Rynek wypatrywał korekty i teraz ją mamy. Waluacje są wysokie i rynek potrzebuje powodu, by je uzasadnić. A nie znajduje" - powiedział Zaręba.
"Nie będzie łatwo się podnieść. Wszyscy czekali na kapitał zagraniczny, który mógłby przeciągnąć w czasie szczyty hossy, ale jest kwestia surowców i gracze zagraniczni mają mniej powodów, by tu się pojawiać. Do tego mamy osłabienie złotówki. Obawiam się, że ta korekta może trochę potrwać" - dodał.
Obserwatorzy zauważają, że ogólna słabość giełd rynków wschodzących - w tym także i Polski - wywodzi się z rynku walutowego, gdzie dolar znacząco zyskuje dzięki danym oddalającym perspektywę obniżki stóp procentowych w największej gospodarce świata. "Zwyżkujący dolar szkodzi rynkom wschodzącym. Spadające waluty lokalne powodują oczekiwania przyspieszającej inflacji, co z kolei może stanowić presję na wzrost tamtejszych stóp procentowych i rynki wschodzące tracą szeroką ławą" - powiedział analityk giełdowy w HSBC Securities w Londynie, John Lomax.