Policzyliśmy, jak zmieniały się w okresie od pojawienia się PKO BP na warszawskim parkiecie kursy pięciu największych spółek, wartość indeksu WIG20 oraz indeksu cenowego, obrazującego notowania wszystkich firm. Mniej więcej do jesieni 2005 r. ich zmiany były dość zbliżone. Najsłabiej wypadał indeks cenowy, najlepiej prezentował się PKN. Różnica między nimi wynosiła około 50 pkt proc. Sporo, ale jak się okazało, było to nic w porównaniu ze skalą oderwania się notowań KGHM od reszty rynku w kolejnych miesiącach. Wiosną 2006 r. dysproporcja między zyskami, jakie można było osiągnąć w okresie od wejścia na giełdę PKO BP, trzymając akcje miedziowego koncernu, innych dużych firm, koszyka walorów z WIG20, czy przeciętnie na całym rynku przekroczyła 200 pkt proc. Pierwsza próba zatarcia tej ogromnej różnicy miała miejsce w maju i czerwcu 2006 r. Jednak obecny wtedy nadal optymizm w nastawieniu do firm surowcowych szybko doprowadził do ponownego zwiększenia dysproporcji.
Wyrównanie różnic
Zniwelowała je ostatecznie dopiero przecena papierów KGHM z ostatnich tygodni. Pomogło tu także korzystne zachowanie reszty rynku w tym czasie. W efekcie zmiana kursu KGHM, licząc od wejścia na giełdę PKO BP, wynosi aktualnie 155 proc., dla WIG20 77 proc., a dla indeksu cenowego niecałe 150 proc. W przypadku samych walorów PKO BP jest to nieco mniej niż 130 proc.
Taka uproszczona miara atrakcyjności akcji KGHM względem całego rynku sugeruje, że właśnie dochodzi do upuszczenia powietrza z napompowanego jesienią 2005 r. i wiosną 2006 r. balonu oczekiwań dotyczących tych walorów. Można wobec tego przypuszczać, że od dziś inwestorzy przestaną traktować wyprzedaż akcji KGHM jako w miarę naturalną konsekwencję wcześniejszego, chyba jednak mocno przesadzonego, optymizmu i tym samym w jakimś stopniu odosobnionego przypadku. Natomiast zaczną zwracać uwagę na sygnały, jakie niesie ze sobą przecena papierów lubińskiej spółki. W tym kontekście istotne jest z jednej strony to, na ile wyprzedaż miedzi na świecie ma fundamentalne podłoże i tym samym świadczy o przekonaniu inwestorów o postępującym spowolnieniu gospodarczym. A na ile zaś jest to jedynie spekulacyjna gra, taka sama jak jesienią 2005 r. i wiosną 2006 r. W tym drugim przypadku konsekwencje dla całego rynku giełdowego byłyby mniej negatywne.
Co z wyceną KGHM?