O tym, że rosyjska ropa nie dociera do Polski, poinformowało wczoraj rano Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych "Przyjaźń", operator polskiego odcinka rurociągu. Szybko okazało się - co potwierdziły także polskie źródła rządowe - że to efekt rosyjsko-białoruskich sporów o akcyzę za tranzyt ropy. Obie strony wzajemnie oskarżały się o spodowodawnie kryzysu.
96 procent dostaw
Przez "Przyjaźń" przepływa ok. 96 proc. ropy, jaka jest przerabiana w polskich rafineriach. Od razu pojawiło się więc pytanie o skutki wstrzymania dostaw dla Orlenu i Lotosu. Obie spółki uspokajały: - Pomimo wstrzymania dostaw ropy naftowej należąca do naszego koncernu rafineria w Płocku pracuje normalnie i w pełni wykorzystuje swoje moce przerobowe - zapewniało biuro prasowe Orlenu. Pozwalają na to własne operacyjne zapasy koncernu zarówno w Płocku, jak i w kawernach (specjalnych magazynach) Inowrocławskich Kopalni Soli "Solino". Orlen dodał też, że ma zamiar zwrócić się do Ministerstwa Gospodarki o możliwość skorzystania - w razie wystąpienia takiej konieczności - z obowiązkowych rezerw ropy naftowej, co pozwoli na 80 dni niezakłóconej pracy.
- Grupa Lotos ma zapasy operacyjne ropy naftowej, które zapewnią ciągłość działania rafinerii w Gdańsku przez najbliższe dwa tygodnie. Dodatkowo, zgromadzone rezerwy obowiązkowe surowca powinny zapewnić ciągłość przerobu do połowy lutego tego roku - wtórowała płockiemu konkurentowi także pomorska firma.
O tym, że polskie spółki będą nadal pracować bez zakłóceń, zapewniał także wiceminister gospodarki, odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne, Piotr Naimski. Podkreślał, że istnieje możliwość pełnego zaopatrzenia naszych rafinerii za pośrednictwem Naftoportu i obie firmy rozpoczęły negocjacje w sprawie dostaw spotowych (czyli okazyjnych), które mogłyby w razie potrzeby uzupełnić braki.