Reklama

W Orlenie i Lotosie bez paniki

Czasowe wstrzymanie dostaw rosyjskiej ropy naftowej do Polski nie wpłynie na kondycję naszych firm paliwowych i na wzrost cen na stacjach benzynowych

Publikacja: 09.01.2007 06:27

O tym, że rosyjska ropa nie dociera do Polski, poinformowało wczoraj rano Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych "Przyjaźń", operator polskiego odcinka rurociągu. Szybko okazało się - co potwierdziły także polskie źródła rządowe - że to efekt rosyjsko-białoruskich sporów o akcyzę za tranzyt ropy. Obie strony wzajemnie oskarżały się o spodowodawnie kryzysu.

96 procent dostaw

Przez "Przyjaźń" przepływa ok. 96 proc. ropy, jaka jest przerabiana w polskich rafineriach. Od razu pojawiło się więc pytanie o skutki wstrzymania dostaw dla Orlenu i Lotosu. Obie spółki uspokajały: - Pomimo wstrzymania dostaw ropy naftowej należąca do naszego koncernu rafineria w Płocku pracuje normalnie i w pełni wykorzystuje swoje moce przerobowe - zapewniało biuro prasowe Orlenu. Pozwalają na to własne operacyjne zapasy koncernu zarówno w Płocku, jak i w kawernach (specjalnych magazynach) Inowrocławskich Kopalni Soli "Solino". Orlen dodał też, że ma zamiar zwrócić się do Ministerstwa Gospodarki o możliwość skorzystania - w razie wystąpienia takiej konieczności - z obowiązkowych rezerw ropy naftowej, co pozwoli na 80 dni niezakłóconej pracy.

- Grupa Lotos ma zapasy operacyjne ropy naftowej, które zapewnią ciągłość działania rafinerii w Gdańsku przez najbliższe dwa tygodnie. Dodatkowo, zgromadzone rezerwy obowiązkowe surowca powinny zapewnić ciągłość przerobu do połowy lutego tego roku - wtórowała płockiemu konkurentowi także pomorska firma.

O tym, że polskie spółki będą nadal pracować bez zakłóceń, zapewniał także wiceminister gospodarki, odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne, Piotr Naimski. Podkreślał, że istnieje możliwość pełnego zaopatrzenia naszych rafinerii za pośrednictwem Naftoportu i obie firmy rozpoczęły negocjacje w sprawie dostaw spotowych (czyli okazyjnych), które mogłyby w razie potrzeby uzupełnić braki.

Reklama
Reklama

Sytuacja bez precedensu

- Sytuacja, z którą mamy do czynienia, jest bezprecedensowa. Również południowy odcinek rurociągu przechodzący przez Ukrainę jest doświadczany podobnymi perturbacjami - powiedział wiceminister. - To oznacza, że liczba krajów, które są dotknięte restrykcjami, jest duża - dodał. Ujawnił, że szef resortu gospodarki Piotr Woźniak rozmawiał już na temat zaistniałej sytuacji z unijnym komisarzem do spraw energii Andrisem Piebalgsem i szefem niemieckiej gospodarki. Przedstawiciele Unii Europejskiej niedługo potem zażądali od Rosji i Białorusi wyjaśnień w tej sprawie.

Polska poinformowała też o braku dostaw Międzynarodową Agencję Energetyczną, do której nasz kraj chce wstąpić.

Piotr Naimski powiedział, że umowy na dostawy rosyjskiej ropy do Polski są tak skonstruowane, że odpowiedzialność za brak dostaw spoczywa na stronie rosyjskiej. - Gdyby ta sytuacja się utrzymywała i będzie to wynikało z umów, będziemy się domagać odszkodowań - powiedział.

Fitch ostrzega

Międzynarodowa agencja Fitch Ratings sądzi, że rosyjsko-białoruski spór pokazuje, że dostawy ropy do krajów Europy Środkowej stały się mniej pewne niż wcześniej. Uznała jednak, że na razie nie ma potrzeby korekty ratingów takich firm, jak Orlen czy MOL. Dodał też, że gdyby kryzys się przedłużał, może zweryfikować te ratingi.

Reklama
Reklama

Komentarze

Flawiusz Pawluk

Analityk Domu Maklerskiego BZ Wbk

Wstrzymanie dostaw ropy ze Wschodu nie ma fundamentalnego znaczenia dla wyceny Orlenu czy Lotosu, pod warunkiem że dostawy zostaną szybko wznowione. Dlatego wygląda to bardziej jak jednodniowa sensacja niż fakt, który może wpłynąć na kondycję tych firm. Od transportów rurociągiem "Przyjaźń" jest zależnych wiele krajów (Polska, Niemcy, Ukraina, Słowacja, Czechy i Węgry), Białoruś nie może więc na dłuższą metę ich blokować. Zbyt wiele grup interesów mogłoby na tym stracić. Jestem przekonany, że w kilka dni dojdzie do wznowienia dostaw ropy.

Maciej Janiec

Analityk z firmy ReAKKT - Research, Analysis & Strategy

Reklama
Reklama

Efektów zamieszania związanego z przestojem "Przyjaźni" może być kilka, jednak nie widzę wśród nich wyższych kosztów dla Orlenu czy Grupy Lotos. Przeciwnie, to dla nich szansa na dodatkowy zarobek. Na światowych rynkach prawdopodobnie wzrosną teraz ceny ropy. Orlen i Lotos już na tym zyskały, bo w ostatnich dniach kupowały surowiec taniej. Teraz oba koncerny będą mogły wykorzystać powstałą sytuację do podniesienia cen hurtowych produkowanych przez siebie paliw, a co za tym idzie, także zwiększenia swoich marż.

Michał Buczyński

analityk Domu Maklerskiego Millennium

Reakcja inwestorów, którzy nie przejęli się wstrzymaniem dostaw rosyjskiej ropy naftowej do rafinerii w Płocku i w Gdańsku, wydaje się jak najbardziej racjonalna. Żeby zatrzymanie transportu miało wpływ na polskie koncerny, musiałoby potrwać dość długo - sądzę, że kilka tygodni. W tym przypadku całość zapotrzebowania mogłaby być pokryta przez transporty via terminal w Gdańsku, choć cena ropy byłaby wtedy nieco wyższa. W obecnej sytuacji prawdopodobieństwo tego drugiego scenariusza jest, moim zdaniem, bardzo niskie.

Dostaw nie ma, Europa z zaniepokojeniem śledzi sytuację na linii Mińsk-Moskwa

Reklama
Reklama

Niemcy, które przewodniczą w tym półroczu Unii Europejskiej, są zaniepokojone wstrzymaniem dostaw ropy naftowej transportowanej rurociągiem "Przyjaźń" - oświadczył Michael Glos, niemiecki minister gospodarki. Obawy Berlina nie są bezpodstawne. Największa europejska gospodarka z rurociągu "Przyjaźń" otrzymuje 20 mln ton rocznie - i jest to 20 proc. zapotrzebowania Niemiec.

- Państwa Unii Europejskiej mają odpowiednie rezerwy ropy i nie ma powodów do paniki - twierdzi Andris Piebalgs, unijny komisarz ds. energetyki. Na przykład Niemcom ropy może starczyć na ponad cztery miesiące. Nie jest to duże pocieszenie, gdyż o kłopotach z importem rosyjskiego surowca informują kolejne państwa. Mniej ropy docierało również na Węgry. Wczoraj wieczorem zamknięto dostawy południową nitką "Przyjaźni" - poinformowała spółka Mero (odpowiada za czeską część rurociągu). Rezerwy węgierskiego koncernu pozwolają wytrzymać bez ropy 90 dni.

Przerwa w dostawach to już trzeci taki przypadek w historii rurociągu "Przyjaźń".

Tym razem zawinił - jak podaje agencja Interfax - Bełnieftechim, białoruski operator trasy przesyłowej surowca, który zmniejszył dostawy ropy.

Problemy z tranzytem rosyjskiego surowca zaczęły się po tym, gdy Białoruś wprowadziła cło na płynącą przez jej terytorium rosyjską ropę. Opłata nałożona na surowiec z Rosji wyniosła 45 USD za tonę. Moskwa stwierdziła, że nie ma zamiaru respektować decyzji Mińska.

Reklama
Reklama

- Białoruś nałożyła nielegalny podatek. To pachnie wojną handlową - stwierdził Andriej Szaronow, zastępca ministra gospodarki Rosji. Jednak władze w Mińsku uważają, że ich działania są w pełni usprawiedliwione. 6 grudnia ub.r. administracja rosyjska zdecydowała o wprowadzeniu od stycznia 180 USD opłaty za tonę eksportowanej na Białoruś ropy. Nasi wschodni sąsiedzi byli jedynym krajem, któremu Rosjanie sprzedawali surowiec bez cła. To olbrzymi cios dla białoruskiej gospodarki, zważywszy

że od ubiegłego tygodnia

Gazprom sprzedaje

Białorusi dwa razy droższy gaz niż w ubiegłym roku (poprzednia cena 47 USD za 1000 m sześc.). Wysokie tempo wzrostu gospodarczego Białorusi, które według danych Banku Światowego w 2005 r. wyniosło 9 proc.,

to głównie zasługa taniej energii.

Reklama
Reklama

Mińsk zapowiada, że jest skłonny pójść na ustępstwa, ale tego samego wymaga od Moskwy. Prawdopodobnie negocjacje w sprawie zniesienia opłat mają rozpocząć się dzisiaj. Strona rosyjska spodziewa się, że Białorusini będą chcieli renegocjować ceny gazu. Pomimo że Mińsk nie jest zadowolony z gazowego porozumienia zawartego 31 grudnia, Kreml nie zamierza obniżać ceny surowca.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama