samym rynek wyczerpywał swoją zdolność do kontynuacji ruchu. Wiadomo przecież, że żaden ruch, który nie ma w sobie okresów zastoju, nie trwa zbyt długo. Korekta była oczekiwana, a niewiadomą był jedynie poziom jej rozpoczęcia.
Pojawienie się lokalnego dołka, a więc i późniejszego odbicia, wynikało także z innego powodu. Już w trakcie wspomnianej porannej przeceny widać było, że obóz niedźwiedzi nie ma już takiej siły. Obrót towarzyszący porannym spadkom nie był duży, a tym
samym można było przyjąć,
że popyt - gdyby chciał - mógłby spokojnie zmienić kierunek ruchu cen. Tak się stało. W czasie wzrostu cen, jaki miał miejsce w południe i drugiej części sesji, aktywność była już większa. Większa od tej porannej, bo do czwartkowej czy piątkowej nawet jej nie porównuję.
Mamy więc odbicie. Kto wie, może potrwa ono nieco dłużej niż jeden dzień. Mimo to wydaje się, że w średnim terminie przeważać będzie podaż. Rynek ma szansę zniżkować przynajmniej do 2700-2750 pkt.
Na koniec mała uwaga. Pojawiły się opinie, że na wykresach indeksów wyznaczone zostały "długoterminowe formacje podwójnego szczytu". Jest to opinia zaskakująca, bo na razie widać jedynie, że poprzedni szczyt nie został poprawiony. Mówienie w tej chwili o formacji jest zdecydowanie przedwczesne, gdyż ta pojawia się, gdy pokonana zostaje linia wsparcia na poziomie dołka między wspomnianymi szczytami.