Pierwsze dni stycznia przniosły nieznaczny spadek liczby wniosków o kredyty hipoteczne. Zarówno pośrednicy, jak i banki pracują na niewiele mniejszych obrotach niż w grudniu, który dla wielu instytucji pod względem wielkości sprzedaży był rekordowy. - Biorąc pod uwagę dzienny napływ wniosków, zauważamy obniżenie ich liczby w stosunku do grudnia o ok. 10-15 proc. - mówi Maciej Kossowski, analityk z Expandera. Niewiele mniejszy ruch niż zwykle panuje w Open Finance. - Nie zanosi się, żeby styczeń był spokojnym miesiącem - mówi Grzegorz Aleksandrowicz, ekspert ds. kredytów w emFinanse. W MultiBanku starających się o kredyty jest obecnie o niecałe 10 proc. mniej niż w grudniu.
W opinii Mariusza Drzewieckiego, wicedyrektora MultiBanku, czasy, gdy przełom roku oznaczał marazm na rynku nieruchomości i kredytów hipotecznych, minęły. - Gdy 3-5 lat temu można było niemal na miesiąc zamknąć działalność związaną z nieruchomościami, tak od dwóch lat początek roku okazuje się nie mniej atrakcyjnym okresem niż każdy inny - mówi Mariusz Drzewiecki.
W grudniu dodatkowym bodźcem do zadłużenia się były wprowadzane od tego roku zmiany podatkowe i likwidacja ulgi odsetkowej. - Teraz nowych klientów mobilizuje przede wszystkim obawa przed rosnącymi cenami mieszkań - mówią zgodnie przedstawiciele instytucji finansowych. - Widać, że grupa oczekujących na zahamowanie czy spadek cen traci zimną krew i decyduje się na zakupy - mówi Aleksandra Łukasiewicz, dyrektor ds. produktów bankowych w Open Finance. - Wciąż nie brakuje też chętnych, by zarobić na spodziewanych wzrostach cen mieszkań, nawet jeśli wcześniej trzeba się zadłużyć - dodaje. Jej zdaniem, istotna dla rynku staje się zmieniająca się mentalność Polaków. Coraz więcej młodych ludzi chce się szybko usamodzielnić i wyprowadzić od rodziców. - A zamiast mieszkanie wynająć, wolą je kupić - tłumaczy A. Łukasiewicz.