Przełom i początek nowego roku przyniósł inwestorom wyłącznie rozczarowanie. Zła atmosfera, jaka unosi się nad rynkiem od chwili załamania cen kilku podstawowych surowców, tym samym początku wyprzedaży 2-3 liderów WIG20, spowodowała spadek cen większości firm i zupełną zmianę zapatrywań wielu obserwatorów rynku.

Dosyć optymistyczne oczekiwania zarówno inwestorów, jak i komentatorów szybko zmieniły się w co najwyżej umiarkowany optymizm co do drugiej połowy roku. Fakt, że cena KGHM spadła dość istotnie, ale PKN poruszał się w trendzie spadkowym już od roku. Niestety, co najmniej 8 z 20 firm skupionych w WIG20 dało ostatnio sygnały zakończenia trendu wzrostowego. W efekcie indeks największych firm GPW dał jednoznaczny sygnał sprzedaży, przełamując 5 stycznia 6-miesięczną średnioterminową linię trendu rosnącego. Na razie zniżkę udało się powstrzymać w okolicy SK-100. Wsparcie to dosyć kruche i dlatego już teraz szukałbym kolejnego. To ulokowane jest na poziomie 3060 pkt, ale więcej oczekiwałbym od strefy 2900-2940 pkt, choć nie należy zapominać o psychologicznym wsparciu na wysokości 3000 pkt.

Niewielki obrót, jaki towarzyszył ustanawianiu grudniowych szczytów, nakazywał ostrożność. W tej chwili obroty wciąż są umiarkowane, ale problemem stają się techniczne sygnały sprzedaży, których zaczyna się pojawiać coraz więcej (np. dzienny MACD). Czy jednak hossę należałoby definitywnie przekreślić? Czy bieżąca wycena KGHM na poziomie wskaźnika C/Z poniżej 5 uzasadnia dalszą korektę (nawet przy założeniu dalszego spadku ceny miedzi i pogorszeniu wartości wskaźnika w kolejnych kwartałach 2007 roku)? Czy PKN ma aż tak wiele miejsca do spadku? I czy wreszcie instytucje nie będą próbowały wykorzystać każdego spadku ceny np. PKO BP czy Pekao do akumulowania ich przecenionych akcji, które gwarantują rozsądną wartość rocznej dywidendy? Owszem, analiza techniczna wskazuje kierunek dalszego ruchu indeksu, ale nastroje uczestników gry giełdowej są ostatnio tak zmienne, że drobny impuls może wystarczyć zarówno do jednorazowego wstrząśnięcia rynku, jak i do powrotu do średnioterminowego wzrostu.