Już od końca czerwca ub. r. rentowność polskich obligacji zachowuje się słabo na tle niemieckich papierów skarbowych. Podczas gdy dochodowość naszych rodzimych pięciolatek znajduje się praktycznie na minimum trendu spadkowego (w okolicy 5 proc.), to rentowność niemieckich odpowiedników notuje maksima (zbliża się do 4 proc.). Efekt jest taki, że różnica (spread) między rentownością tych instrumentów zmalała już prawie do 1 pkt proc. Ten "okrągły" poziom jest ważny nie tylko z czysto symbolicznego punktu widzenia (jego przebicie oznaczałoby rekordowo niską wartość spreadu). Na tej właśnie wysokości znajduje się bowiem wsparcie wynikające z dołka, jaki spread zanotował między marcem i kwietniem ub.r.

Ewentualne odbicie spreadu od tego ważnego wsparcia mogłoby oznaczać powtórkę scenariusza z maja ub.r. Wówczas zatrzymał się wzrost rentowności niemieckich obligacji, zaś dochodowość polskich papierów poszybowała w górę w tempie od dawna nie notowanym. Taka ewentualność groziłaby też prawdopodobnie przeceną na rynku akcji i spadkiem kursu złotego - podobnie jak w maju ub.r. Chyba że wsparcie na wykresie spreadu zostanie przebite.