Pierwsze dwa tygodnie roku przyniosły ponad 5-proc. spadek średnich cen surowców, a gdyby nie piątkowe odbicie, sięgałby on 7 proc. - wynika z notowań indeksu CRB Futures. Ten wskaźnik, obejmujący kontrakty na surowce z giełd w USA, które wczoraj nie pracowały, znalazł się na poziomie najniższym od lutego zeszłego roku.
Inwestorzy z rynku surowcowego mają nie lada zagadkę. Ceny są już średnio o 21 proc. niższe od majowych, więc może to być doskonała okazja do zakupów. Z drugiej strony jednak ciągle jest obawa, że notowania nadal będą pikować. Co na to analitycy? Zadania nie ułatwiają, prezentując skrajnie różnie prognozy.
Spadki są tylko korektą "w trwającym ciągle rynku byka" - napisali w piątkowym raporcie analitycy Deutsche Banku. Ich najnowsze przewidywania mówią o spodziewanych gwałtownych wzrostach notowań niklu (podnieśli cenę docelową na ten rok o 62 proc., do 14,06 USD za funt metalu) i cynku. W górę mają iść też notowania złota, z uwagi na osłabianie się dolara, a także zbóż, które będą zyskiwać za sprawą większego popytu ze strony producentów biopaliw. Eksperci Deutsche Banku spodziewają się też ponownego wzrostu cen ropy naftowej. Średnia cena w I kwartale ma wynieść 62 USD za baryłkę (o 4 USD mniej w porównaniu z poprzednimi prognozami), a potem podskoczy do 65 USD. Analitycy nie liczą na hossę jedynie na rynku miedzi. I tylko w tej części ich prognozy zgadzają się z przewidywaniami ekspertów ABN Amro, którzy przedstawili je zaledwie parę dni wcześniej. Według ABN Amro, obserwowane wciąż spadki cen oznaczają "definitywny koniec" hossy przynajmniej na rynku metali bazowych.