Zarząd Próchnika twierdzi, że ciepła pogoda wpływa jedynie na pogorszenie sprzedaży tzw. odzieży ciężkiej (płaszcze, kurtki). - Pozostały asortyment sprzedaje się nieźle. To efekt dopasowania kolekcji do oczekiwań klientów. Natomiast z powodu małego popytu na odzież ciężką ogólna sprzedaż jest poniżej oczekiwań - twierdzi Mikołaj Habit, wiceprezes Próchnika.
Jego zdaniem, w ostatnim czasie bardzo dobrze sprzedawały się koszule, zapewniające około 30 proc. przychodów. Dlatego zarząd spółki giełdowej szacuje, że obroty w IV kwartale 2006 r. będą znacznie lepsze niż liczone od lipca do września tego samego roku (4,1 mln zł). Na temat wyniku netto wiceprezes M. Habit na razie nie chce się wypowiadać. Po trzech kwartałach 2006 r. firma poniosła ponad 3,7 mln zł straty.
Próchnik w przyszłości chce walczyć z sezonowością sprzedaży. W większym stopniu zamierza wprowadzić do salonów takie towary, którymi można handlować przez cały rok. Chodzi o różne rodzaje odzieży weekendowej (koszulki polo, dzianiny, bluzy, swetry). Wyniki finansowe zamierza poprawić również poprzez ograniczenie kosztów. W tym roku planuje restrukturyzację, dzięki której będzie mógł dokładnie kontrolować wydatki w poszczególnych obszarach działania, w tym szczególnie w produkcji.
Łódzka spółka chce dalej rozwijać sieć sprzedaży. W tym roku planuje otwarcie w kraju około 10 salonów (teraz ma 15), wykorzystując na to pieniądze z ubiegłorocznej emisji akcji. Za granicą sytuacja wygląda gorzej. Giełdowa firma ma tam cały czas tylko jeden punkt (we Lwowie). Mimo planów do końca ubiegłego roku nie ruszyły salony firmowe w Kijowie, Odessie, Moskwie i Sankt Petersburgu.
- W pierwszym półroczu tego roku otworzymy co najmniej dwa sklepy na Ukrainie. Z kolei do wejścia na rosyjski rynek musimy się lepiej przygotować. Jest on znacznie trudniejszy. Boimy się, że poniesiemy znaczne koszty, a później nie zrealizujemy oczekiwanej sprzedaży, ponosząc wysokie straty - tłumaczy M. Habit.