Polacy, którzy przywożą z zagranicy ciężko zarobione pieniądze, często zastanawiają się nad ich rozsądnym ulokowaniem. Pół biedy, jeśli to euro lub dolary - na rynku jest sporo możliwości zainwestowania tych dwóch walut. Szeroką ofertę mają nie tylko fundusze zagraniczne, które opisujemy w tym cyklu, lecz także krajowe TFI. Gorzej, jeśli z saksów przywieziemy inną walutę. A trzeba pamiętać, że największy zagraniczny pracodawca Polaków - Wielka Brytania - wciąż pozostaje wierny funtowi. Poza strefą euro są także Dania i Szwecja.
Kupować
czy inwestować?
Jednym z błędów popełnianych przez osoby, którym dzięki saksom udało się zgromadzić oszczędności w walucie obcej, jest przeznaczenie tych pieniędzy na zakup nieruchomości. Tymczasem do tego celu należy wykorzystywać kredyty mieszkaniowe - są one dostępne także dla klientów osiągających dochody poza Polską. Nadwyżki finansowe należy natomiast ulokować na tyle zyskownie, by zarabiać na nich więcej, niż wynosi oprocentowanie kredytu. W dłuższym horyzoncie inwestycji nie jest to trudne do osiągnięcia w funduszach inwestycyjnych z udziałem akcji.
Pytanie, czy walutowe oszczędności zamieniać na złote, czy też szukać jakiejś formy lokaty walut obcych. Za pierwszym scenariuszem przemawia perspektywa stopniowego umacniania się złotego - w takiej sytuacji wartość funtów czy jenów po przeliczeniu na naszą walutę będzie spadać. Z drugiej jednak strony, w każdym portfelu - szczególnie grubszym - wskazana jest dywersyfikacja także w ujęciu walutowym. Nie ma powodu, byśmy wszystkie swoje oszczędności utrzymywali w jednej tylko walucie - szczególnie że z punktu widzenia globalnej gospodarki ma marginalne znaczenie.