Tylko przez krótką chwilę WIG20 był w środę na plusach i niestety nie było to zamknięcie notowań. Czy taka spadkowa sesja oznacza słabość rynku? Absolutnie nie. Po poniedziałkowym wzroście pisałem, że atak z marszu na szczyty hossy skończyłby się niepowodzeniem. Teraz przyszedł czas na odpoczynek byków i tzw. zbieranie sił. Wtorkowe szybkie odrobienie strat (z otwarcia) potwierdziło taki scenariusz, podobnie jak wczorajsza konsolidacja. Mimo dynamicznego wzrostu między 10 a 15 stycznia (powyżej zniesienia 61,8-proc. fali spadkowej spod szczytu hossy) nie widać było na ostatnich dwóch sesjach żadnej agresywnej podaży. We wtorek niedźwiedzie przeważały tylko na otwarcie, a wczoraj jedyny moment ich triumfu to zasługa arbitrażu, który korzystając z nieefektywnej wyceny kontraktów zasypał rynek koszykami zleceń sprzedaży. Znacząco wypaczyło to wynik notowań, choć mimo to należy zauważyć, że polskie indeksy były obok tureckiego ISE najsilniejszymi w regionie (WIG większość sesji na plusach i jedynie ułamki procent od zamknięcia na historycznym szczycie).
Nie bez znaczenia wciąż
pozostają tutaj świetne dane o polskiej inflacji w grudniu
oraz wynikająca z tej publikacji niezwykle udana środowa aukcja obligacji, w czasie której na oferowane przez MF 5-letnie
obligacje zgłosił się popyt