Ostatnio solidarnie zwyżkowały zarówno indeksy na giełdach za oceanem jak i na Starym Kontynencie. I w jednym i w drugim przypadku, nie do końca jednak wiadomo, czy mają one jedynie korekcyjny charakter, czy też na rynki powrócił już trend wzrostowy. Od drugiej połowy ubiegłego tygodnia S&P 500 silnie zwyżkuje. Na jego wykresie pojawiła się seria czterech białych świec, świadczących o przewadze popytu nad podażą. Niestety, mimo optymistycznego zachowania indeksu w obecnej chwili cały czas trudno bezsprzecznie ogłosić powrót trendu wzrostowego. S&P 500 ciągle, znajduje się bowiem poniżej oporu na poziomie 1432 pkt. Dopiero jego przełamanie będzie można interpretować jako powrót średnioterminowych wzrostów. Nawet wtedy jednak sugerowałbym zachować dość dużą ostrożność. Rynek bowiem ciągle jest dość silnie wykupiony zarówno w długim, jak i średnim horyzoncie inwestycyjnym. Tym samym nie zdziwiłoby mnie przeciągnięcie się obecnej korekty jeszcze o tydzień lub dwa. Jeśli jednak nastąpi jej koniec już teraz i na rynek powrócą wzrosty, to spodziewałbym się ponownego pojawienia się korekcyjnych spadków w ciągu kolejnych 2-3 tygodni. Sytuacja na giełdach środkowoeuropejskich przedstawia się podobnie do tej na rynku amerykańskim. Choć ostatnie sesje należały do udanych i inwestorzy powinni być zadowoleni z solidarnych wzrostów wszystkich głównych indeksów regionu, to jednak na razie nie można ogłosić powrotu trendu wzrostowego. PX i WIG zwyżkowały bowiem w okolice historycznych maksimów z grudnia ubiegłego roku. Jednak wczoraj, kiedy miały okazję ustanowić nowe szczyty, zwyciężyła podaż. Spadki nie były silne, ale wyraźnie widać, że indeksy mają problemy z przełamaniem oporów. Dalsze wzrosty bynajmniej nie są przekreślone, na razie jednak cały czas za mało przemawia, by już teraz ogłosić zakończenie korekty. W obecnej chwili pozostaje nam zatem obserwować rynki, czekając albo na sygnał kupna przy przełamaniu historycznych szczytów, albo

na kontynuację korekty, o ile

zwycięży podaż.