Czego ekonomiści najbardziej nie lubią? Gwałtownej zmienności wielkości makroekonomicznych. Kiedy produkt narodowy istotnie się zmienia w ciągu kolejnych kwartałów, dochody budżetowe rosną w zmiennym tempie, inflacja w kolejnych miesiącach spada i rośnie, a ścieżka kursu walutowego przypomina sinusoidę - trudno jest orzec, czy gospodarka ma się rzeczywiście lepiej, czy też jest to chwilowa poprawa, a nie symptomy trwałego wzrostu. Brak jednoznacznego trendu przyprawia z jednej strony o ból głowy ekonomistów, z drugiej - jest potwierdzeniem analitycznych umiejętności prognozowania przebiegu zjawisk gospodarczych. Krajem ciekawym z tego punktu widzenia jest Ukraina.
W ciągu ostatnich dwóch lat Ukraina przeżyła rewolucję, wybory i zmiany rządu. Rachunek za polityczną niestabilność sięgnął prawie 50-procentowego wzrostu emerytur i pensji w sektorze publicznym. Do tego wschodni sąsiad Ukrainy dołożył 65-procentowy wzrost cen gazu. Wydawałoby się, że kumulacja szoków powinna "zwalić z nóg" gospodarkę. To znaczy inflacja powinna gwałtownie przyspieszyć, kurs walutowy ulec istotnym fluktuacjom, a wskaźniki wzrostu gospodarczego powinny wskazywać nadejście recesji. Czarny scenariusz, na szczęście, się nie sprawdził, aczkolwiek inflacja ponownie osiągała dwucyfrowy poziom, to jednak pozostała pod kontrolą. Kurs walutowy, trzymany żelazną ręką przez bank centralny, oscylował w dopuszczalnym przez władzę monetarną przedziale. Nawet deficyt fiskalny, w ujęciu kasowym, utrzymany został na poziomie 2,5 proc. PKB.
Presja popytu została zamortyzowana przez rachunek bieżący. Nadwyżka w handlu zagranicznym, która wynosiła jeszcze 10 procent w 2004 roku, zamieniona została w sięgający jednego procentu deficyt. Ogromna fala popytu konsumpcyjnego, dodatkowo wspomaganego boomem kredytowym, została więc skanalizowana przez szybko rosnący import. Ukraina "przejadła" nadwyżkę w handlu zagranicznym i to uchroniło ją przed skokowym wzrostem inflacji. Stosunkowo mała nierównowaga fiskalna nie powiększyła się dzięki wzrostowi dochodów podatkowych o prawie 6 procent PKB. Ten rewelacyjny wynik uzyskano poprawiając ściągalność podatków i eliminując ewidentne luki w przepisach podatkowych. Dodatkowo obcięto wydatki inwestycyjne o prawie 2 proc. PKB.
Ukrainę uratowały zatem rezerwy nagromadzone w poprzednich latach i zaprowadzenie elementarnego porządku w systemie podatkowym. Problemy długoterminowe pozostały. Nie można już liczyć na dalsze, korzystne kształtowanie się terms of trade w handlu zagranicznym, szczególnie na wzrost cen w przemyśle stalowym. Zawarte porozumienia międzynarodowe oznaczają następną 35-procentową podwyżkę cen nośników energii w 2007 roku. Mimo to ceny dostarczanego gazu pozostaną o połowę niższe niż w krajach Europy Zachodniej. Impuls inflacyjny związany ze wzrostem cen energii ma bardzo duże znacznie, ponieważ gospodarka ukraińska należy do jednej z najbardziej energochłonnych w Europie. Zlikwidowanie presji inflacyjnej w tym zakresie wymaga podjęcia kosztownego i czasochłonnego programu inwestycyjnego. Szoki inflacyjne w małym stopniu mogą być absorbowane przez politykę monetarną. Ta nastawiona na stabilizowanie kursu walutowego w warunkach słabego oddziaływania instrumentów polityki pieniężnej na stopy procentowe w sektorze bankowym zmusza do przeniesienia głównego ciężaru polityki antyinflacyjnej na politykę fiskalną. Dotychczasowa krucha stabilność fiskalna jest zagrożona przez pogłębiający się deficyt państwowych przedsiębiorstw, pokrywany za pośrednictwem budżetowych dotacji, rosnące wydatki socjalne i nierozwiązany problem waloryzacji "starych" oszczędności ludności w państwowym sektorze bankowym. Wzrost presji inflacyjnej, "zniknięcie" nadwyżki w handlu zagranicznym, mało stabilna sytuacja fiskalna, a przede wszystkim wyhamowanie reform systemowych napawa obawą o przyszłość Ukrainy.