Nie sposób się nie cieszyć, patrząc na ostatnie dane o PKB. 5,8 procent wzrostu naprawdę robi wrażenie. W każdym razie na tle Europy, szczególnie tej bardziej zmurszałej i zsocjalizowanej (Niemcy, Francja), w porównaniu z tym, co mieliśmy jeszcze trzy lata temu. Poza tym wystarczy spojrzeć na prognozy sprzed roku. 4,6 procent zapisywane w budżecie uważano za wielkość optymistyczną, a jeśli ktoś mówił, że może być więcej, to przyjmowano go z uśmieszkiem politowania.
Co istotne, rozwijamy się szybko, ale wciąż nie powoduje to wzrostu inflacji. To prawdziwe osiągnięcie. Jest to możliwe głównie dlatego, że gospodarkę ciągną inwestycje i eksport, a one są znacznie mniej inflacjogenne. Oczywiście konsumujemy także więcej, ale jeszcze nie na tyle dużo, żeby ceny zaczęły niebezpiecznie rosnąć. Kiedy zaczną? Zgodności nie ma. Nawet w łonie Rady Polityki Pieniężnej. Faktem jest jednak, że czas jest szalenie ważny pod tym względem i trzeba bardzo uważać, aby z ewentualną decyzją o podwyżkach stóp procentowych się nie spóźnić.
W przypadku inwestycji możemy już mówić o prawdziwym boomie. Prawie dwudziestoprocentowego wzrostu nie powstydziłyby się nawet Chiny. Tyle tylko, że tam już do takich wyników są przyzwyczajeni. Chiny zresztą od dwóch lat - i w sumie bezskutecznie - próbują opanować nieco wzrost inwestycji, obawiając się przegrzania gospodarki. Kiedy my będziemy mieli takie problemy...?
Ciekawie jest także w eksporcie. Pomimo umacniania się złotego jego wyniki wciąż są bardzo dobre. To między innymi dlatego, że rośnie wydajność pracy. Poza tym eksporterzy coraz częściej korzystają z różnych narzędzi, które ograniczają ryzyko walutowe.
Wszystko wskazuje na to, że także IV kwartał będzie dobry. Informacje, które dzisiaj do nas docierają, pozwalają na optymizm. Być może nawet wzrost gospodarczy będzie jeszcze nieco szybszy. 6 procent? Z pewnością jest to do osiągnięcia, co oznaczałoby około 5,5 procent w całym 2006 roku. A więc sukces?