Reklama

Im lepiej, tym (dla reform) będzie gorzej?

Nie wierzę, aby wicepremier Zyta Gilowska zgodziła się na totalne psucie budżetu. Ale czy będzie miała wystarczające zaplecze polityczne, aby przeprowadzić poważne reformy?

Publikacja: 19.01.2007 08:26

Nie sposób się nie cieszyć, patrząc na ostatnie dane o PKB. 5,8 procent wzrostu naprawdę robi wrażenie. W każdym razie na tle Europy, szczególnie tej bardziej zmurszałej i zsocjalizowanej (Niemcy, Francja), w porównaniu z tym, co mieliśmy jeszcze trzy lata temu. Poza tym wystarczy spojrzeć na prognozy sprzed roku. 4,6 procent zapisywane w budżecie uważano za wielkość optymistyczną, a jeśli ktoś mówił, że może być więcej, to przyjmowano go z uśmieszkiem politowania.

Co istotne, rozwijamy się szybko, ale wciąż nie powoduje to wzrostu inflacji. To prawdziwe osiągnięcie. Jest to możliwe głównie dlatego, że gospodarkę ciągną inwestycje i eksport, a one są znacznie mniej inflacjogenne. Oczywiście konsumujemy także więcej, ale jeszcze nie na tyle dużo, żeby ceny zaczęły niebezpiecznie rosnąć. Kiedy zaczną? Zgodności nie ma. Nawet w łonie Rady Polityki Pieniężnej. Faktem jest jednak, że czas jest szalenie ważny pod tym względem i trzeba bardzo uważać, aby z ewentualną decyzją o podwyżkach stóp procentowych się nie spóźnić.

W przypadku inwestycji możemy już mówić o prawdziwym boomie. Prawie dwudziestoprocentowego wzrostu nie powstydziłyby się nawet Chiny. Tyle tylko, że tam już do takich wyników są przyzwyczajeni. Chiny zresztą od dwóch lat - i w sumie bezskutecznie - próbują opanować nieco wzrost inwestycji, obawiając się przegrzania gospodarki. Kiedy my będziemy mieli takie problemy...?

Ciekawie jest także w eksporcie. Pomimo umacniania się złotego jego wyniki wciąż są bardzo dobre. To między innymi dlatego, że rośnie wydajność pracy. Poza tym eksporterzy coraz częściej korzystają z różnych narzędzi, które ograniczają ryzyko walutowe.

Wszystko wskazuje na to, że także IV kwartał będzie dobry. Informacje, które dzisiaj do nas docierają, pozwalają na optymizm. Być może nawet wzrost gospodarczy będzie jeszcze nieco szybszy. 6 procent? Z pewnością jest to do osiągnięcia, co oznaczałoby około 5,5 procent w całym 2006 roku. A więc sukces?

Reklama
Reklama

Z pewnością tak. I nie wdając się w dyskusje nad tym, czy to zasługa rządu Belki, Marcinkiewicza, Kaczyńskiego i którego najbardziej, jedno można powiedzieć na pewno: to głównie zasługa polskich przedsiębiorców i polskiej przedsiębiorczości, wspartej inwestycjami zagranicznymi i nową unijną rzeczywistością. Na skutek niemożności lub niechęci do przeprowadzenia poważnych zmian przez ostatni rząd paradoksalnie mamy względną stabilizację. Lepiej co prawda nie jest, ale nie jest też gorzej. I samo to to już pozytyw. Teza może i smutna, ale prawdziwa. Właśnie ją można usłyszeć w rozmowach z wieloma przedsiębiorcami i to wcale nie w kategorii żartu.

Wracajmy jednak do PKB. Z drugiej strony 5,8 procent wzrostu to tylko nieznacznie lepszy rezultat niż obecny poziom wzrostu całej gospodarki światowej. Do tempa Chin czy Indii wiele nam jeszcze brakuje. Powinniśmy i moglibyśmy się rozwijać szybciej, ale to wymaga zmian w finansach publicznych. Jeśli ich nie dokonamy, to na dużo więcej nie można liczyć. Mało tego, nie uda się utrzymać takiego tempa w perspektywie średnio- i długookresowej. Nie mówiąc już o tym, że np. jakiekolwiek problemy gospodarki niemieckiej, z którą jesteśmy silnie związani, mogą mieć poważne konsekwencje dla naszego budżetu. Tak działają rozdęte wydatki.

I właśnie w kontekście lepszych, niż jeszcze niedawno sądzono, danych o PKB może się zrodzić obawa. Ostatnich kilka kwartałów nie przyniosło istotnych zmian w finansach publicznych. Odważnych reform, niestety, nie ma. Pomimo to - oczywiście nie dlatego - gospodarka rozwija się szybko, znacznie szybciej niż prognozowano. Wśród populistycznych polityków może to jednak wzmacniać przekonanie, że po pierwsze, reformy nie są potrzebne, a po drugie, skoro jest więcej pieniędzy - a jest - to należy je wydać. Ten drugi postulat jest już zresztą w części rea-lizowany. I to są prawdziwe zagrożenia.Oczywiście nie wierzę w to, aby np. wicepremier Zyta Gilowska zgodziła się na totalne psucie budżetu. Ale czy będzie mieć siły oraz środki, np. w postaci wystarczającego zaplecza politycznego, aby przeprowadzić poważne reformy? Oby. Bo naprawdę boli to, że tracimy szanse na zrobienie porządków. A potencjalny zakres ich przeprowadzenia, dzięki szybszemu wzrostowi PKB, jest teraz znacznie większy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama