Znamy już wyniki referendum strajkowego w kopalniach, które zostało przeprowadzone w miniony czwartek. Za protestem opowiedziało się prawie 96 procent uczestników. Swoje głosy oddało około 60 procent osób zatrudnionych w całej branży.
Górnicy ostrzegają, że jeśli rząd nie usiądzie do rozmów z nimi, w najbliższą środę odbędzie się dwudziestoczterogodzinny strajk. Jeżeli to nie przyniesie skutku, to 1 lutego możemy spodziewać się generalnej akcji protestacyjnej, a nawet blokowania wysyłki węgla z kopalń.
Paweł Poncyljusz, wiceminister gospodarki zajmujący się sprawami górnictwa, podkreśla, że strajk - jeśli do niego dojdzie - będzie nielegalny. Dodaje też, że każdy dzień protestu spowoduje w kopalniach straty sięgające 90 milionów złotych.
Okazuje się, że w kilku kopalniach należących do Kompanii Węglowej w głosowaniu nie wzięła udziału nawet połowa pracowników. Ten próg musi być przekroczony, aby wyniki referendum były uznane za obowiązujące. - To oznacza, że mimo usilnych starań przedstawicieli związków udało nam się dotrzeć z prawdziwą informacją o strategii dla sektora węgla kamiennego przynajmniej do części górników - mówi wiceminister gospodarki Paweł Poncyljusz. - Cieszy mnie fakt, że górnicy nie są jednogłośni w sprawie strajku - dodaje.
Organizacje pracowników domagają się wprowadzenia zmian w przygotowanej przez resort gospodarki strategii. Jednym z założeń tego dokumentu jest dopasowanie wydobycia surowca do chłonności rynku, co może oznaczać zmniejszenie wydobycia. Planowana jest również stopniowa prywatyzacja kopalń i uzależnienie płac górników od wyników ich pracy. - Zapisy strategii były konsultowane ze związkowcami aż cztery miesiące. Ten etap już się jednak zakończył - mówi Poncyljusz.