Tak pasjonującego miesiąca na warszawskim parkiecie nie było już dawno. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie- od defektu stycznia do efektu stycznia. Podobne zachowanie indeksów giełdowych miało miejsce w czerwcu ubiegłego roku. Wprawdzie styczniowe spadki były nieporównywalne z czerwcowymi, to jednak sposób odrabiania strat był wręcz taki sam. Gwałtowny ruch w dół został przerwany równie gwałtownym wzrostem. Nie było mowy ani w jednym, ani w drugim przypadku o okresie konsolidacji. Świadczy to o dużej sile naszej giełdy. Wolnej gotówki jest na tyle dużo na rynku, że kupujący czują się bezkarni.
Ubiegły tydzień potwierdził starą teorię, że większość się myli. Przegrani są ci, którzy widzieli WIG20 na 3000 pkt i niżej, między innymi ja. Z całą pewnością pomaga giełdzie dobra koniunktura na rynkach światowych, szczególnie dobre zachowanie giełdy amerykańskiej.
Zadziwiający przebieg miała w ubiegłym tygodniu szczególnie sesja czwartkowa. O ile nie dziwi odreagowanie po spadkach spółek surowcowych, o tyle wzrost cen akcji banków, a raczej skala tego wzrostu mogła trochę zaskoczyć. Rzadko widuje się jednosesyjne wzrosty tak dużych spółek większe niż 6 proc., a nawet 10 proc. Wprawdzie dobre prognozy PKB dla Polski z całą pewnością poprawią wyniki banków, udzielających coraz więcej kredytów (szczególnie hipotecznych) coraz bardziej zamożnym Polakom, ale odnoszę wrażenie, że z obecnymi wycenami za bardzo zabrnęliśmy w przyszłość. To nie oznacza jednak końca ich wzrostów. Hossa rządzi się swoimi prawami, czego najlepszym przykładem jest choćby zachowanie TP. Spółka tracąca monopol, zagrożona dużymi karami, systematycznie rośnie przy bardzo dużych obrotach. Nieprzypadkowo przy tych cenach interesuje się nią duży kapitał. Spółka wielką hossę przespała, więc teraz nadrabia stracony czas. Zgodnie z powiedzeniem: trend jest twoim przyjacielem, nie ma sensu obecnie dywagować nad spadkami. Tylko załamanie giełdy za oceanem jest w stanie powstrzymać pochód byków na północ. Niemniej jednak warto się zastanowić, czy warto jest podjąć ryzyko wejścia na rynek przy obecnych cenach, czy lepiej poczekać na nieuchronną korektę.