Dziwne wieści dochodzą ostatnio z ościennego Eurolandu. A mianowicie, zgodnie z sondażami, większość Niemców czy Francuzów (czyli bądź co bądź głównych nacji europejskich) nie jest zadowolona z euro i z radością przywitałaby powrót swych starych, narodowych walut. Cóż, każdy ma prawo do własnego zdania. Niemniej jednak, jeśli nieco zastanowić się nad plusami i minusami wprowadzenia euro, to okazać się może, że wyżej wyrażona opinia jest równie powierzchowna co fałszywa.
Trudno jednak winić rzeczonych Niemców czy Francuzów za ich sceptycyzm. Wprawdzie wprowadzenie euro niesie ze sobą liczne korzyści dla gospodarki (brak ryzyka kursowego, niższe koszty transakcyjne, tańsze finansowanie etc., ale są to korzyści makroekonomiczne). Przeciętny obywatel widzi natomiast, że przy okazji konwersji ceny w pobliskim sklepie zaokrąglono w górę, zaś dobra sprzedawane z automatów ulicznych nagle zdrożały do 1 euro.
Tymczasem gospodarka jako całość odnosi korzyści. Tylko my, jako przeciętni obywatele, nie potrafimy oddzielić "zwykłych" profitów od tych spowodowanych przez wprowadzenie euro. Eksporter, który dzięki wprowadzeniu wspólnej waluty więcej zarabia i w związku z tym podwyższa pensje bądź zatrudnia nowych ludzi, nie mówi przecież: "płacę wam więcej, bo wprowadzono euro" ani "zatrudniam cię, bo wprowadzono euro", tylko płaci bądź zatrudnia.
Jednocześnie, obserwując podejście do wspólnej waluty reprezentowane przez część jej "użytkowników", można zaryzykować stwierdzenie, że mentalność ludzka niewiele się zmieniła od czasów, gdy wierzono, że ktoś tam krowom mleko odbiera i na miotle na sabaty lata. Dziś również - przynajmniej moim zdaniem - działa prosta zasada, że jeśli czegoś nie rozumiemy, to się tego boimy. Znajomy stracił pracę, bo firma przenosi produkcję do tańszych Chin? Winne jest euro! Gospodarka kuleje, bo rząd finansuje większe wydatki socjalne niż jest w stanie udźwignąć? Winne jest euro! I tak dalej, i tak dalej...
Wszystko to sugeruje, że do obiektywizmu ankiet badających zadowolenie z wprowadzenia wspólnej europejskiej waluty podejść należy z pewnym dystansem. Przynajmniej dlatego, że fakt posiadania euro w portfelu niekoniecznie oznaczać musi, że potrafi się kompleksowo ocenić, jak wpłynęło ono na standard życia.