Reklama

Kto się boi strefy euro?

Fakt pełnienia funkcji publicznej nie jest tożsamy z magisterium w dziedzinie nauk ekonomicznych

Publikacja: 22.01.2007 10:14

Dziwne wieści dochodzą ostatnio z ościennego Eurolandu. A mianowicie, zgodnie z sondażami, większość Niemców czy Francuzów (czyli bądź co bądź głównych nacji europejskich) nie jest zadowolona z euro i z radością przywitałaby powrót swych starych, narodowych walut. Cóż, każdy ma prawo do własnego zdania. Niemniej jednak, jeśli nieco zastanowić się nad plusami i minusami wprowadzenia euro, to okazać się może, że wyżej wyrażona opinia jest równie powierzchowna co fałszywa.

Trudno jednak winić rzeczonych Niemców czy Francuzów za ich sceptycyzm. Wprawdzie wprowadzenie euro niesie ze sobą liczne korzyści dla gospodarki (brak ryzyka kursowego, niższe koszty transakcyjne, tańsze finansowanie etc., ale są to korzyści makroekonomiczne). Przeciętny obywatel widzi natomiast, że przy okazji konwersji ceny w pobliskim sklepie zaokrąglono w górę, zaś dobra sprzedawane z automatów ulicznych nagle zdrożały do 1 euro.

Tymczasem gospodarka jako całość odnosi korzyści. Tylko my, jako przeciętni obywatele, nie potrafimy oddzielić "zwykłych" profitów od tych spowodowanych przez wprowadzenie euro. Eksporter, który dzięki wprowadzeniu wspólnej waluty więcej zarabia i w związku z tym podwyższa pensje bądź zatrudnia nowych ludzi, nie mówi przecież: "płacę wam więcej, bo wprowadzono euro" ani "zatrudniam cię, bo wprowadzono euro", tylko płaci bądź zatrudnia.

Jednocześnie, obserwując podejście do wspólnej waluty reprezentowane przez część jej "użytkowników", można zaryzykować stwierdzenie, że mentalność ludzka niewiele się zmieniła od czasów, gdy wierzono, że ktoś tam krowom mleko odbiera i na miotle na sabaty lata. Dziś również - przynajmniej moim zdaniem - działa prosta zasada, że jeśli czegoś nie rozumiemy, to się tego boimy. Znajomy stracił pracę, bo firma przenosi produkcję do tańszych Chin? Winne jest euro! Gospodarka kuleje, bo rząd finansuje większe wydatki socjalne niż jest w stanie udźwignąć? Winne jest euro! I tak dalej, i tak dalej...

Wszystko to sugeruje, że do obiektywizmu ankiet badających zadowolenie z wprowadzenia wspólnej europejskiej waluty podejść należy z pewnym dystansem. Przynajmniej dlatego, że fakt posiadania euro w portfelu niekoniecznie oznaczać musi, że potrafi się kompleksowo ocenić, jak wpłynęło ono na standard życia.

Reklama
Reklama

Nie zdziwię się jednak, gdy pomimo swych ułomności podobne wyniki zostaną wcześniej czy później wyciągnięte w debacie nad tym, czy Polska powinna wstąpić do strefy euro (bądź czy zrobić to szybko, czy powoli). Zbyt często bowiem w debacie tej do głosu dochodzi powierzchowność ocen (największe błogosławieństwo polityków, a zmora ekonomistów), by móc optymistycznie stwierdzić, że przyszła dyskusja w tym zakresie będzie bardziej merytoryczna. Tym bardziej że całkiem spora część rodzimych notabli wypowiada się na temat wspólnej waluty z taką pewnością siebie, jakby fakt pełnienia funkcji publicznej stanowił surogat magisterium w dziedzinie nauk ekonomicznych. A że tak nie jest, to mamy taki poziom dyskusji, jaki mamy. Tak więc jeśli okaże się, że za jakiś czas, zamiast o bilansie kosztów i korzyści wejścia do strefy euro, będziemy dyskutować o tym, czy z waluty tej zadowoleni są Niemcy czy Francuzi, to nie zdziwmy się, że wnioski z takiej debaty mogą być, delikatnie rzecz ujmując, dalekie od prawdy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama