Nowy prezes został wprowadzony do Orlenu pod sztandarami, na których wielkimi literami zostało wypisane bezpieczeństwo energetyczne kraju. Minister skarbu państwa Wojciech Jasiński nie umiał odpowiedzieć na pytanie dziennikarzy tuż przed mającą nastąpić roszadą, dlaczego Igor Chalupec musi odejść z zarządu płockiego koncernu. Na szczęście wyręczył go w tym sam Jarosław Kaczyński. Premier stwierdził, że Piotr Kownacki lepiej niż poprzednik poradzi sobie z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego, bo - zdaniem szefa rządu - bardziej odpowiada "potrzebom czasu".

W tej sytuacji spodziewałem się, że - gdy tylko Piotr Kownacki zdecyduje się wreszcie powiedzieć coś publicznie - usłyszymy same nowości. Dowiemy się, że spółka, którą kieruje, będzie inaczej niż dotychczas integrować zagraniczne aktywa, zaprezentuje zupełnie nowatorskie podejście do walki o pola naftowe i Bóg wie co jeszcze. Tymczasem pierwsza rozmowa z dziennikarzem (zagranicznym zresztą) całkowicie mnie zaskoczyła. Dowiedziałem się, że Piotr Kownacki będzie realizował strategię, którą stworzył, i przez kilkanaście miesięcy firmował swoim nazwiskiem, gorszy od niego poprzednik. Priorytetami ma być integracja zagranicznych aktywów i poszukiwanie dostępu do złóż ropy. Tak samo jak za Igora Chalupca, prezesa, który mniej odpowiadał "potrzebom czasu".

Po co zatem była zmiana prezesa Orlenu? Jej sednem wydaje się zastąpienie człowieka, do którego zaufanie miały rynki finansowe, człowiekiem, do którego zaufanie mają bracia Kaczyńscy.