Rada Ministrów ma dziś przyjąć własny projekt podwyżek dla emerytów i rencistów. Kwoty od 100 do 350 zł trafią do tych, których świadczenia są niższe od 1200 zł miesięcznie (około 6,5 mln osób). Tym samym rząd włącza się do walki o serca emerytów. Trwa ona od początku 2006 r., kiedy dwie partie - Samoobrona i Sojusz Lewicy Demokratycznej - zgłosiły projekty ustaw wprowadzającej coroczną waloryzację świadczeń.
Obecnie zwiększenie wypłat następuje, kiedy skumulowana inflacja przekroczy 5 proc. Wskaźnik waloryzacji jest wówczas wypadkową wzrostu cen oraz płac (waloryzacja uwzględnia 5 proc. współczynnika wzrostu wynagrodzeń). W trakcie negocjacji koalicyjnych partia A. Leppera wywalczyła wstępną zgodę na korektę świadczeń w górę każdego roku.
Większy współczynnik
Samoobrona i SLD domagały się także, aby indeks waloryzacji w większym stopniu uwzględniał to, co się dzieje na rynku pracy. Proponowały, by emerytury powiększano odpowiednio o 20 i 30 proc. wskaźnika wzrostu wynagrodzeń. Ostatecznie sejmowa Komisja Polityki Społecznej przyjęła kompromisowe rozwiązanie - waloryzacja ma uwzględniać 20 proc. wzrostu płac, ale dopiero od 2008 r. PiS przeforsował roczny "okres przejściowy". Tłumaczono to dbałością o budżet, w którym zarezerwowano pieniądze tylko na podstawowe podwyżki (inflacja plus 5 proc. wzrostu płac). Tegoroczne koszty wzrostu świadczeń oszacowano na 1,7 mld zł. Gdyby zdecydowano się na propozycję Samoobrony, rząd musiałby znaleźć w budżecie dodatkowe 700 mln zł.
Niespodziewana propozycja