Ministerstwo Finansów wycofuje się z wprowadzenia "ekologicznego" podatku od aut. Od ponad pół roku w Sejmie czeka na uchwalenie projekt, który w miejsce obowiązującej akcyzy obliczanej od wartości pojazdu wprowadza podatek zależny tylko od parametrów technicznych auta (pojemności silnika i normy spalania). Zmiana miała na celu m.in. zahamowanie masowego importu samochodowych "wraków". Ani rząd, ani posłowie nie kwapili się z uchwaleniem ustawy - mimo ostrzeżeń Komisji Europejskiej, że polskie przepisy są sprzeczne z prawem unijnym. Powód? Projekt uderzałby w kupujących najtańsze, stare auta. Zakładał bowiem, że przy podobnej wielkości silnika kwota akcyzy może się różnić nawet dwunastokrotnie na niekorzyść najstarszych modeli. W wielu przypadkach MF przewidziało jednak ulgi w podatku.
Już raz, przed zbliżającymi się wyborami w 2005 r., politycy wycofali się ze zwiększenia obciążeń przy rejestracji wiekowych aut. Pozostawili wówczas kwestionowane przez Brukselę zróżnicowanie stawek akcyzy w zależności od daty produkcji pojazdu (od 3 aż do 65 proc. deklarowanej wartości). Kilka dni temu Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że taka sytuacja jest niczym innym, jak dyskryminacją podatkową.
Pod koniec listopada MF zdecydowało się na najprostsze możliwe dostosowanie do przepisów unijnych - zrównało stawki akcyzy od pojazdów używanych do poziomu stosowanego przy autach nowych (3,1 i 13,6 proc. wartości, zależnie od tego, czy pojemność silnika przekracza 2 l). Tym samym resort przyznał, że nie ma sposobu na importerów wraków. - Rozważaliśmy możliwość wzmocnienia badań technicznych, ale ubiegła nas Komisja, wskazując, że jest to również forma dyskryminacji - powiedziała wicepremier Zyta Gilowska.