Zapowiedź zwiększenia przez USA rezerw strategicznych ropy naftowej wywindowała jej ceny na zakończenie wtorkowej sesji o blisko 5 proc. Za baryłkę surowca po raz pierwszy od kilkunastu dni znów płacono powyżej 55 USD.
Wczoraj notowania lekko spadły. Notowania ropy, które w czwartek były najniższe od ponad półtora roku (znalazły się blisko psychologicznej granicy 50 USD), w kolejne dni rosły m.in. na skutek zmiany sytuacji pogodowej w USA. Ciepła dotąd zima dość niespodziewanie przyniosła obniżkę temperatur, zwiększając zapotrzebowanie na paliwa grzewcze. We wtorek amerykańska administracja podgrzała sytuację, informując, że ma w planach zwiększenie strategicznych zapasów ropy do 1,5 miliarda, z obecnych 691 mln baryłek. Plan jest rozłożony na lata, ale już wiosną rząd będzie skupować z rynku po 100 tys. baryłek ropy dziennie.
USA zapewne chcą wykorzystać fakt, że ropa jest tańsza o jedną trzecią od rekordów z lipca zeszłego roku. Zdaniem niektórych analityków, tamtejsze władze muszą też mieć przesłanki, żeby sądzić, iż spadek cen nie będzie kontynuowany, bo inaczej powstrzymałyby się jeszcze z ogłaszaniem swoich planów. Przynajmniej do czasu, gdy zima minie, i popyt na ropę spadnie. Jeśli dodatkowe zakupy surowca przez amerykański rząd zbiegną się z redukcjami podaży planowanymi przez kartel OPEC, na rynku ropy znów może zrobić się bardzo gorąco.
Wczoraj notowania ropy w Nowym Jorku spadły o 1,2 proc., do 54,36 USD, po korzystnych danych o stanie zapasów w zeszłym tygodniu. W Londynie baryłka kosztowała 54,04 USD.