Sprawa ewentualnego zakupu 25,1 proc akcji Polskich Linii Lotniczych LOT od syndyka masy upadłościowej Swissair przez KGHM budzi sporo emocji, choć nie wszędzie. Przedstawiciele syndyka są niedostępni i nie ujawniają, czy przed ostatnim posiedzeniem rady nadzorczej LOT-u otrzymali od Ireneusza Dąbrowskiego, wiceministra skarbu, konkretne, finansowe propozycje pozbycia się walorów lotniczej spółki.
Ministerstwo Skarbu Państwa nie odpowiada na pytania związane z ewentualną transakcją. Również KGHM, w którym państwo ma ponad 44 proc. akcji nie chce komentować planów MSP. - Nie wypowiadam się na ten temat - ucina Adam Łaganowski, przewodniczący rady nadzorczej miedziowego koncernu. Środowiska biznesowe i polityczne różnie oceniają pomysł zakupu akcji LOT-u przez KGHM. Pojawiają się głosy, że wszystko zależy od ceny. - Jeśli byłaby niska, to dlaczego nie. LOT ma być wprowadzony na giełdę i możliwe, że firma, która kupi ten pakiet, nieźle zarobi sprzedając go za jakiś czas - mówi pragnący zachować anonimowość analityk giełdowy. Pytanie, jaka cena zadowoli wierzycieli Swissair. I czy będą chcieli sprzedać papiery inwestorowi z ramienia MSP, czy poczekają na debiut spółki na GPW.
Jan Wyrowiński, wiceprzewodniczący sejmowej komisji skarbu, nie pochwala pomysłu. - Takie informacje nie wpływają dobrze na żadną z firm. Pokazał to spadek kursu akcji KGHM. Dla LOT-u także nie jest to dobry sygnał. Kultura korporacyjna, jaką oferuje państwo, nie jest czymś, co pomoże tej firmie - mówi poseł Wyrowiński.
Jego opinię podziela załoga LOT-u, która obawia się, że uzyskanie przez MSP większości w radzie nadzorczej (ma 4 głosy, a chce mieć 7) może oznaczać autorytarne rządy niekorzystne dla firmy i jej pracowników.