Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak sprywatyzowano Polskie Huty Stali. I wystawiła negatywną ocenę. Dlaczego?
- Źle oceniamy warunki zawarte w umowie prywatyzacyjnej - mówi Jacek Jezierski, wiceprezes NIK. - Akcje spółki zostały wycenione zbyt nisko - dodaje. Zdaniem NIK, niedoszacowano je nawet o 2 mld zł.
Wyceną zajęło się konsorcjum doradcze utworzone przez BRE Corporate Finance i Evip International. Według Izby, zostało ono zatrudnione przez resort skarbu w nieprawidłowy sposób. W związku z tym za nielegalne i nierzetelne uznano działania prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, który zgodził się na zapłacenie doradcom 2,5 mln zł za usługę. To, że nie przeprowadzono przetargu, jest, zdaniem Najwyższej Izby Kontroli, typowym przejawem korupcji. W latach 2000-2005 Konsorcjum na świadczeniu usług związanych z restrukturyzacją, prywatyzacją i łączeniem hut zarobiło około 10 mln zł.
Są pewne plusy...
- Prywatyzacja uchroniła huty, z których utworzono PHS (czyli Cedler, Florian, Katowice i Huta im. T. Sendzimira - przyp. red.), przed upadłością. Nie kwestionujemy również wyboru inwestora - wyjaśnia J. Jezierski. Mimo to NIK skierowała do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw. Chodzi o zaniżenie wartości PHS, za które odpowiedzialni są kolejni ministrowie skarbu. Skarb Państwa sprzedał 22,1 proc. akcji PHS za niecałe 6 mln zł. Cena jednej akcji wyniosła zaledwie 25 groszy (inwestor zobowiązał się do spłaty 3 mld zł długu PHS, a dzięki podwyższeniu kapitału zwiększył zaangażowanie w spółce do ok. 60 proc.).