W ostatnich dniach warszawska giełda staje coraz bardziej chimeryczna. Nagłe zwroty notowań obserwowaliśmy zarówno w poniedziałek, jak i wczoraj. W obu przypadkach nie było ku temu istotnych przyczyn. Jednocześnie trzeba zauważyć, że i styczniowy wzrost odbywał się dotąd bez znaczących powodów. Inwestorzy wychodzili z przekonania, że skoro nie ma powodów do sprzedawania akcji, bo perspektywy gospodarki są pomyślne, a na świecie utrzymuje się dobra koniunktura, to prędzej czy później notowania będą szły w górę. W efekcie coraz bardziej atrakcyjne wyceny spółek surowcowych, będące pochodną spadku kursów, nie spowodowały pogorszenia atmosfery wokół innych blue chips. Stało się odwrotnie. Popyt na akcje banków, firm powiązanych z rynkiem nieruchomości czy informatycznych w rezultacie pozwolił odrobić trochę strat firm uzależnionym od sytuacji na rynku towarów. Taka sytuacja ma jednak jedną niepokojącą konsekwencję - akcje, które już wcześniej były drogie i bardzo drogie, stały się jeszcze droższe i przez to mniej atrakcyjne. To w jakiś sposób może tłumaczyć niewielkie obroty towarzyszące ruchom w górę na ostatnich sesjach.
Równocześnie obserwujemy utrwalanie się polaryzacji rynku. Przykład Biotonu, ostro taniejącego przez ostatnie tygodnie, czy wielu mniejszych spółek, jest wymowny. Licząc od szczytu WIG z 5 grudnia mniej więcej taka sama liczba spółek zyskała na wartości co straciła. Można więc powiedzieć, że w ostatnich tygodniach zaczął się proces weryfikowania oczekiwań, selekcji spółek pod względem atrakcyjności wycen i fundamentów. Wiele wskazuje, że potrwa on dłużej.
Przyspieszyć mogłoby go osłabienie nastrojów na zagranicznych rynkach. Te jednak wciąż trzymają się bardzo mocno. Nie wytrąciły go z tego stanu kolejne słabe dane z amerykańskiego rynku nieruchomości. Wykazały czwarty kolejny spadek cen na rynku wtórnym, a także obniżkę liczby sprzedanych domów (po dwóch miesiącach niewielkiej poprawy). Co przy tym ciekawe, w górę sunie stopniowo rentowność 10-latek w USA. Wczoraj była najwyższa od połowy sierpnia 2006 r. To niekorzystna sytuacja, gdyż w ostatnich latach rozpoczęcie korekt na rynku akcji poprzedzała właśnie wyprzedaż obligacji.