Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Tak, tak. Jeżeli ktoś z czytelników "Parkietu" jeszcze się nie domyślił, to przyznaję, że należałem do tej grupy ekonomistów, która spodziewała się podwyżki stóp procentowych dopiero w lipcu, a nie w czerwcu.
Sam fakt, że stopy wzrosły w czerwcu nie jest całkowicie zaskakujący, gdyż większość uczestników rynku i analityków brała pod uwagę taką możliwość. W końcu gospodarka rozwija się w tempie przekraczającym dynamikę potencjału, sytuacja na rynku pracy jest coraz bardziej niepokojąca, a do tego dochodzi jeszcze perspektywa luźnej polityki fiskalnej oraz organizacja Euro 2012. Dlatego z punktu widzenia wpływu na gospodarkę szybsza podwyżka wydaje się rozsądnym posunięciem, mimo że spodziewano się jej raczej w lipcu.
Bardziej zastanawiający jest jednak sposób, w jaki władze monetarne najpierw sygnalizowały możliwość podwyżki, a następnie, jak ją uzasadniły w swoim komunikacie. Od dłuższego czasu RPP starała się sterować oczekiwaniami rynkowymi i przygotowywać uczestników życia gospodarczego do kolejnych decyzji. W celu zwiększenia przejrzystości polityki monetarnej wprowadzono zmiany w komunikacie oraz rozpoczęto publikację zapisu dyskusji władz monetarnych (tzw. minutes). Nic więc dziwnego, że uczestnicy rynku liczyli na przewidywalność decyzji RPP i spodziewali się, że zostaną one w jakiś sposób zasygnalizowane.
Jeszcze w maju RPP postanowiła pozostawić stopy procentowe na niezmienionym poziomie i przedstawiła komunikat, który co prawda sugerował możliwość podwyżek, jednak robił to w sposób bardzo ogólny. Co więcej, nie wspominał on o tym, że podwyżki mogą być konieczne natychmiast. Wręcz przeciwnie - część przedstawicieli władz monetarnych sugerowała raczej, że kwietniowy ruch stóp procentowych powinien wystarczyć na pewien czas. Od majowego do czerwcowego posiedzenia w gospodarce niewiele się zmieniło, a mimo to RPP podniosła stopy i w swoim komunikacie odniosła się do sytuacji na rynku pracy oraz luźnej polityki fiskalnej jako powodów decyzji. Problem polega na tym, że te czynniki były znane już na majowym posiedzeniu, a RPP mimo to nie zdecydowała się wówczas na jakąkolwiek zmianę stóp. Co więcej, członkowie RPP wyraźnie zaostrzyli ton swoich publicznych wypowiedzi dopiero na tydzień przed czerwcowym posiedzeniem. Naprawdę trudno uznać, że w tak krótkim czasie RPP może wiarygodnie przekonać lub przygotować kogokolwiek do konieczności podwyżki stóp, tym bardziej że nie wystąpiła żadna kryzysowa sytuacja, która uzasadniałaby taki pośpiech.
Największym problemem jest jednak to, że po decyzji, która wzbudziła pewne kontrowersje, Rada Polityki Pieniężnej nie zdobyła się na jej uzasadnienie ani na zasygnalizowanie kolejnych ruchów. Co prawda, czerwcowy komunikat można uznać za bardziej jastrzębi niż majowy, jednak nie mówi o tym, czy do kolejnej podwyżki może dojść już za miesiąc, czy też za kilka miesięcy. Nie ma tam również wzmianki o tym, jak prezentuje się bilans zagrożeń dla inflacji już po czerwcowej decyzji. Oczywiście, podstawowym celem władz monetarnych jest utrzymywanie inflacji w pobliżu celu, a nie informowanie o swoich obecnych lub przyszłych decyzjach. Jednak warto pamiętać, że w założeniach polityki pieniężnej na 2007 rok podkreślono, że "ważnym elementem w procesie realizacji celu inflacyjnego jest komunikacja z otoczeniem", a Rada "dołoży należytej staranności w dążeniu do przejrzystości polityki pieniężnej".