Reklama

Trzy kraje czekają na naszą deklarację

Publikacja: 07.07.2007 10:15

Strona polska nie wzięła wczoraj udziału w rozmowach o budowie elektrowni atomowej w Ignalinie na Litwie. Premier Jarosław Kaczyński odwołał swój udział w spotkaniu. Przełożył wizytę na 30 lipca. Jako oficjalny powód nieobecności naszego premiera podano przedłużające się rozmowy z walczącymi o podwyżki pielęgniarkami. Czy jednak to jest główny problem?

Wcześniej zapowiadano, że w Wilnie nastąpi podpisanie deklaracji czterech stron o budowie elektrowni. Z ostatnich wypowiedzi ministra gospodarki Piotra Woźniaka wynika jednak, że polski rząd postanowił nie podpisywać na razie deklaracji o budowie ze względu na zastrzeżenia co do warunków naszego udziału w tym atomowym projekcie.

Kwestia podziału ról

Pod koniec 2006 roku wszyscy czterej partnerzy rozmów deklarowali, że zgadzają się na objęcie równych udziałów. Miało zatem przypaść po 25 proc. zarówno dla Litwy, jak i dla Polski, Łotwy i Estonii. Ale pod koniec czerwca br. litewski parlament przyjął ustawę o budowie elektrowni atomowej, według której Litwa ma mieć 34 proc. udziałów, a pozostałe kraje po 22 procent. Ze strony polskiego rządu, jak i reprezentujących nasz kraj Polskich Sieci Elektroenergetycznych pojawiały się już sygnały, że taki rozkład udziałów również byłby dla nas do zaakceptowania. Można zatem przypuszczać, że chodzi o inne warunki współpracy: umowę akcjonariuszy, statut spółki czy kwestie wpływu na zarządzanie mocami elektrowni. - Chodzi o równe warunki dla wszystkich uczestników projektu - mówi P. Woźniak. - To nie oznacza wcale równego udziału. To jest cały katalog równego dostępu - dodaje.

Więcej czasu na dyskusje

Reklama
Reklama

Tyle że postawa Polski może przedłużać negocjacje, a co za tym idzie - opóźniać realizację projektu. Litwa, Łotwa i Estonia, mimo naszej nieobecności zadeklarowały, że rozmowy będą prowadzone, aż znajdzie się rozwiązania zadowalające wszystkie strony. Jednak wcześniej pojawiały się głosy, że projekt atomowy mógłby zostać zrealizowany bez naszego udziału. Ma on bardzo duże znaczenie polityczne dla krajów nadbałtyckich, bo pozwala im uniezależnić się od dostaw energii z Rosji. Wczoraj premierzy stwierdzili, że chcą zakończyć negocjacje do jesieni.

Czy warto się upierać?

- Trzeba zrozumieć Litwinów, że dążą do takiego podziału akcji. Nie powinniśmy zgłaszać oczekiwań na wyrost. Gdyby elektrownia miała stanąć w Polsce, też chcielibyśmy zabezpieczyć swoją pozycję - mówi Krzysztof Żmijewski, przewodniczący Społecznej Rady Konsultacyjnej Energetyki, były prezes PSE.

Interfax, PAP

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama