dłużnych.
Na początku spadek cen dotyczył jedynie obligacji opartych o dochody z
kredytów o podwyższonym ryzyku (subprime). Wprawdzie gdzieniegdzie
wspominało się o tym, że to może to także dotyczyć kredytów o wyższych
klasach bezpieczeństwa, ale rynek zdawał się to ignorować. Ostatnio i tu
pojawił się ruch cen. Przy publikowaniu raportu kwartalnego Countywide
pojawiły się dowody na pogarszającą się jakość pozostałych klas kredytów
wraz z tymi najlepszymi. Mechanizm zadziałał bezbłędnie. Wyższe premie za
ryzyko zaczęto wymagać niemal z każdego instrumentu, za którym kryło się
jakieś ryzyko. W efekcie część przedsiębiorstw nie była w stanie uplasować
na rynku wcześniej zaplanowanych emisji obligacji korporacyjnych. Ostatnio
nie udało się to ok. 40 firmom globalnym. Rosnące wymagania co do stopy
zwrotu nie ominęły oczywiście globalnego rynku akcji, a w szczególności
tych rynków, które uznawane są za bardziej ryzykowne, a więc i nasz. W
efekcie mamy spadki i w USA, i w Polsce.
Jakie są tego skutki? Przecena na rynku amerykańskim rynku akcji straszy
analityków dalszym pogłębianiem się spowolnienia w wielkości konsumpcji
Amerykanów. Dane za drugi kwartał wskazują, że wzrosła ona jedynie o 1,3%,
czyli najsłabiej od ostatniego kwartału 2005 roku. Co gorsza, nie należy
się spodziewać poprawy, gdyż na razie konsumpcja słabnie przez bardziej
wymagający rynek kredytów ane, wynika, że znaczną część
wzrostu PKB w USA "zrobiły" inwestycje przedsiębiorstw. Nie ma jednak
zgody, czy tak będzie nadal. Wyższe koszty pozyskania kapitału przez
przedsiębiorstwa może ten wzrost inwestycji nieco przyhamować. Na
szczęście dynamice PKB sprzyja słabnący dolar, który sprawia, że poprawia
się sytuacja w wymianie handlowej.
Czynników, które mogą zaszkodzić dynamice wzrostu gospodarczego jest coraz
więcej (nie zapominajmy o budownictwie mieszkaniowym), a w związku z tym
pojawiły się głosy, że oczekiwana już wcześniej obniżka stóp procentowych
w USA nastąpi jeszcze w tym roku. Rynek kontaktów już w pełni wycenia taki
ruch do końca grudnia. Wystarczyły dwa dni, by układ szans na taką zmianę
wzrósł z 44% do 100%.
Takie oczekiwania zyskały uzasadnienie po tam, gdy dowiedzieliśmy się, że
najważniejszy z punkt widzenia FOMC wskaźnik zmian cen (PCE core) osiągnął
w II kw 2007 roku wartość 1,4%. Jak pamiętamy, Fed jest zdania, że
inflacja powinna się zawierać w przedziale 1-2%. Część analityków, a jak
widać i inwestorów, uznała, że inflacja jest już na tyle niska, że z
punktu widzenia władz monetarnych przestała być "głównym zagrożeniem" dla
gospodarki. Dzięki temu Fed ma miejsce na ruch wspomagający słaby wzrost
gospodarczy.
Myślę, że takie oczekiwania są przedwczesne. Fakt, liczenie na rychłą
poprawę gospodarczą nie jest uzasadnione, ale i tak oczekuje się, że w
kolejnych kwartałach wzrost PKB będzie wyższy od 2,5%. Nie jest to może
rewelacja, ale także i nie dramat uzasadniający akcję ratunkową w postaci
luzowania polityki pieniężnej. Tym, bardziej, że nadal stosunkowo luźna
jest polityka budżetowa.
Ostatni tydzień jest lekcją dla inwestorów. Być może rozpocznie on nieco
większą korektę, ale uważam, że równie prawdopodobnym scenariuszem jest
szybki wzrost cen akcji. Nie chodzi tu o to, że "albo wzrośnie, albo
spadnie". Do tej pory większe szanse miał wzrost cen. Ostatnio padło kilka
wsparć na różnych rynkach akcji. U nas wsparcie w piątek się wybroniło,
ale nic nie stoi na przeszkodzie, by początek tygodnia był ponownie słaby.
Mimo spadku cen, nie wolno lekceważyć trendu, jaki trwał kilka lat.
Badając nastroje na rynku można odnieść wrażenie, że spełniają się
oczekiwania znacznej części inwestorów. W końcu mają oni zachowanie rynku,
które może być zapowiedzią spadku i ci gracze już ten spadek cen widzą. To
widzenie silnego spadku, gdy indeks spadają po kilka procent od poziomów
rekordowych musi budzić wątpliwości. Co bowiem to oznacza? Większości
udało się złapać górkę i teraz wszyscy będą zarabiać na spadku cen, albo
uciekną przed stratami? Taki scenariusz jest nierealny. Stąd wniosek, że
prawdopodobieństwo, że ten spadek rozpoczyna bessę jest w tej chwili
niewielkie. Korekta? Owszem, nie można wykluczyć powtórki sprzed roku, ale
niewiele więcej. Moje oczekiwania byłyby inne, gdyby w komentarzach
ignorowano ten spadek cen i dominowałby pocieszycielski ton. To jest
jednak ponury, a zewsząd widać tylko zagrożenia, a jedynym ratunkiem ma
być Fed. To trochę naciągane.
Przebieg notowań w ubiegłym tygodniu nie był tuzinkowy. Dla wielu graczy
stał się nawet podstawą do ogłoszenia poważnych spadków cen. Pewnie część
sądzi, że bessa się właśnie zaczęła. Wykres tygodniowy Wykres_1.gif
powinien raczej te oczekiwania studzić. Wprawdzie nie był to łatwy czas
dla byków i taki stan rzeczy ma jeszcze szanse potrwać, ale wieszczenie
bessy wydaje się w tej chwili przedwczesne. Choćby ze względu na kilka
innych podobnych sytuacji, jakie miały już miejsceźwiedzich
oczekiwaniach. Nic przeszkadza, by ceny spadały jeszcze niższej, ale
dojdziemy szybko do dolnego ograniczenia kanału, gdzie zasieki popytu
powinny być już znaczne. Pamiętajmy, że większość nie wygrywa, a nastroje
na początku bessy są raczej dobre, bo rynek spadek lekceważy. Teraz tego
nie widać.
Kamil Jaros