Wczorajszy wzrost cen surowców o 0,9 proc., mierząc je wskaźnikiem CRB Futures, pozwolił na odrobienie prawie jednej czwartej strat poniesionych podczas korekty notowań w ostatnich tygodniach. Wyraźnie zdrożała ropa naftowa w Nowym Jorku, o ponad dolara, do 72,7 USD za baryłkę. W ślad za nią poszły notowania jej pochodnych, a także miedzi. Ostatnia korekta na rynku surowcowym okazała się łagodniejsza niż na rynkach akcji, bo przyniosła tylko 4-proc. zniżkę indeksu CRB Futures (obejmuje najważniejsze surowce giełd w USA) w porównaniu z lipcowym szczytem. Jeśli akcje wciąż będą tracić, można by oczekiwać, że surowce powinny podążyć w ślad za nimi. Tyle że tym razem wcale tak być nie musi. Według analityków banku inwestycyjnego Lehman Brothers, problemy na rynku kredytowym mogą sprawić, że koncerny surowcowe ograniczą inwestycje w wydobycie ropy czy budowę nowych kopalń, a to może podtrzymać wysokie notowania surowców.
Do wyprzedaży może dojść jedynie w krótkiej perspektywie, przy czym raczej nie ma szans, żeby cena najważniejszego surowca, ropy naftowej,
w dłuższym czasie utrzymały się poniżej 60 USD za baryłkę - oceniają specjaliści z Lehman Brothers. W ostatnim tygodniu ceny ropy w Nowym Jorku prawie stały w miejscu, w okolicach 72 USD za baryłkę.
Od zeszłego poniedziałku do największego tąpnięcia doszło na rynku niklu - cena spadła o przeszło
10 proc. Z kolei ponad 13-proc. wzrost odnotowano na rynku gazu ziemnego. CRB Futures, obejmujący kontrakty na 19 surowców, rósł wczoraj prawie o 3 pkt, do 313,8 pkt. Był o 1,5 pkt wyżej niż w zeszły poniedziałek.