Do niedawna byliśmy przyzwyczajeni, że to biznes ma wpływ na politykę i polityków. Nie raz i nie dwa pojawiały się zarzuty, że politycy są wykorzystywani przez biznesmenów. Pomagali im wygrywać przetargi, kupować państwowe firmy. Słowem - służyli do pomnażania bogactwa biznesmenów.

Wydarzenia ostatnich dni związane z zatrzymaniem szefa największej firmy ubezpieczeniowej oraz podobnymi planami wobec jednego z najbogatszych Polaków pokazują, że może być również odwrotnie. To polityka może wpływać na biznes. Nie tylko państwowy - jak w PZU, którego szef zawdzięczał swoją pozycję zaufaniu najważniejszych polityków rządzącej partii. Również na prywatny, jak w przypadku właściciela Prokomu.

W obu przypadkach zatrzymania nie mają związku z działalnością biznesową, ale z wiedzą, którą i Netzel, i Krauze mogliby dysponować tylko "przy okazji". Jednak dla klientów PZU i akcjonariuszy spółek należących do Krauzego to sprawa nie bez znaczenia.

Z pewnością nie brakuje osób, które zadają sobie pytanie, czy i kiedy może dojść do sytuacji, w której polityka zacznie odciskać piętno na biznesie i biznesmenach niejako "dla nich samych". O trafną odpowiedź na to pytanie w tej chwili trudno. Na dobrą sprawę zależy ona od tego, czy próbujący ją znaleźć jest przeciwnikiem obecnego rządu, czy jego zwolennikiem.

Jak będzie - możemy przekonać się już wkrótce. Decydującym czynnikiem może okazać się to, czy przedterminowe wybory faktycznie się odbędą i jak bardzo zostaną przyśpieszone.