Z Jackson Hole w stanie Wyoming i Różanego Ogrodu Białego Domu w piątek padły słowa na wagę setek miliardów dolarów. Ben Bernanke, szef amerykańskiego banku centralnego, i prezydent George W. Bush wzięli się za bary z kryzysem na rynku ryzykownych kredytów hipotecznych, który wstrząsnął światowymi finansami i skłonił do interwencji banki centralne od Frankfurtu po Tokio i Waszyngton.
Sytuacja może się pogorszyć
W Jackson Hole, na godzinę przed wystąpieniem prezydenta w Waszyngtonie, Bernanke, podczas dorocznego sympozjum Rezerwy Federalnej, oświadczył, że Fed "w dalszym ciągu śledzi sytuację i jeśli zajdzie potrzeba, podejmie działania, by ograniczyć wpływ negatywnych czynników na gospodarkę, jakie mogą powodować zakłócenia na rynkach finansowych".
Jego zdaniem, dalsze zaostrzanie warunków kredytowania, jeśli ta tendencja się utrzyma, może zwiększyć ryzyko pogorszenia sytuacji na rynku nieruchomości i jego zapaść może być nie tylko głębsza, ale też bardziej długotrwała, niż sądzono do tej pory.
Bernanke zasugerował, że Fed jest przygotowany do dalszego cięcia stopy dyskontowej, czyli kosztów kredytów udzielanych bankom komercyjnym, ale może też użyć innych narzędzi.