W piątek minął termin zgłaszania kandydatur na stanowisko szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ostatecznie ubiega się o nie dwóch Europejczyków, mimo coraz głośniejszych żądań zreformowania tej globalnej przecież instytucji finansowej.
Faworytem jest były minister finansów Francji Dominique Strauss-Kahn, kandydat Unii Europejskiej, z której wywodzili się wszyscy dotychczasowi szefowie MFW. Konkuruje z nim Josef Tosovsky, dawny premier i szef banku centralnego Czech, którego kandydaturę zgłosiła Rosja, a nie popiera go nawet jego własny rząd.
W minionym tygodniu, a więc ostatnim już dopuszczalnym terminie, nowych kandydatur nikt nie zgłosił, ale mnożyły się zarzuty i pretensje pod adresem wspomnianej dwójki. Strauss-Kahnowi wypominano brak merytorycznego przygotowania do sprawowania tej funkcji, a Tosovsky?emu komunistyczną przeszłość i rosyjskie wsparcie. W gruncie rzeczy chodziło jednak o coś więcej. Wyraziście sformułował to w środę szef Unii Afrykańskiej Alpha Omar Konare, który poddał krytyce sam sposób wybierania szefa MFW jako "nieodzwierciedlający równowagi sił we współczesnym świecie". Nie regulują tego wprawdzie żadne przepisy, ale tradycyjnie szefem Banku Światowego jest Amerykanin, a MFW przedstawiciel Europy Zachodniej.
Następnego dnia próbował załagodzić sytuację premier Luksemburga Jean-Claude Juncker, który przewodniczy też grupie ministrów finansów strefy euro. Zapewnił, że kraje rozwijające się będą mogły wybrać następnego dyrektora wykonawczego MFW, jeśli teraz poprą kandydaturę Strauss-Kahna.
Bloomberg