Za poprzedniego i jak najbardziej słusznie minionego systemu bezpieczniej było być biednym, bo bycie bogatym pozostawało w niezgodzie z podstawowymi założeniami ustroju dyktatury proletariatu, więc było nie tylko niesłuszne, ale w dodatku podejrzane. W ustroju wolności gospodarczej i swobody tracenia pieniędzy na giełdzie bogaci mieli mieć znacznie lepiej. A jednak nie mają! Ciągle lepiej być biednym. I to z bardzo wielu powodów.
Na przykład biedny nie dysponuje nadwyżkami finansowymi, z którymi powinien coś zrobić, więc nie jest wodzony na pokuszenie reklamami bankowego konta, które jest mniej bez sensu niż lokata i stare dowcipy. Nie jest też kuszony historycznymi zyskami giełdowych funduszy inwestycyjnych, z których jednak nie powinien wyciągać wniosków o zyskach w przyszłości.
Biedak z powodów oczywistych nie inwestuje pieniędzy na giełdzie, więc nie musi drżeć każdego ranka, czy wskaźniki pójdą w górę, czy spadną na twarz? Nie musi martwić się podczas bezsennych nocy, czy zdąży zrealizować zyski podczas korekty i czy wystarczająco wcześnie odkupi sprzedane akcje, żeby załapać się na kolejną falę wzrostów. Nie musi czytać pisanych językiem odbiegającym od powszechnie przyjętej polszczyzny prospektów firm wchodzących na giełdę ani nudnych raportów rocznych spółek giełdowych. Nie musi zastanawiać się, jak na warszawski parkiet wpłyną wyniki na giełdzie japońskiej, nie mówiąc już o Wall Street. Po przeczytaniu na pierwszej stronie gazety artykułu zatytułowanego "Czarny czwartek na giełdzie" nie musi rezerwować miejsca na kardiologii w oczekiwaniu na nadchodzący zawał serca.
Biedak nie musi czytać komentarzy analityków giełdowych, rozważających ze śmiertelną powagą, czy to niedźwiedź zaryczał z bólu, jak ranny łoś, czy też dochodzące z giełdy odgłosy to raczej ryk rozwścieczonego muletą matadora byka, który szykuje się do walki na śmierć i życie. A jeśli już je czyta, to tak jak na to zasługują, czyli jak najprawdziwszą poezję. Nie musi, jak bogaci, zastanawiać się, o co właściwie z tym niedźwiedziem i bykiem chodzi?
Człowiek wolny od nadwyżek finansowych nie musi nawet martwić się, czy zmarszczone brwi emerytowanego prezesa amerykańskiego banku centralnego Alana Greenspana oznaczają nieuchronne zbliżanie się światowego kryzysu, czy też po prostu stary człowiek próbuje przypomnieć sobie, gdzie tym razem zostawił okulary do czytania albo po co właściwie są te wszystkie półnagie dziewczyny chodzące po ulicach.