Reklama

Bioton może zrezygnować z LFO

Giełdowa spółka już w lutym złożyła w resorcie zdrowia propozycję uczestnictwa w programie, który zapewniłby produkcję preparatów krwiopochodnych w kraju. Ponieważ nie podjęto żadnych decyzji, plany inwestycyjne Biotonu muszą czekać

Publikacja: 05.09.2007 08:00

Jeżeli syndyk masy upadłości Laboratorium Frakcjonowania Osocza (LFO) w Mielcu jeszcze w tym roku wystawi przedsiębiorstwo na sprzedaż w publicznym przetargu, Bioton nie weźmie w nim udziału - powiedział wczoraj prezes spółki Adam Wilczęga. Stanie się tak dlatego, że zdaniem szefa Biotonu, nie ma szans, aby do tego czasu Ministerstwo Zdrowia przedstawiło program zaopatrzenia kraju w produkty krwiopochodne. Tym mniej możliwe jest, by zorganizowało przetarg na dostawcę takich produktów i wybrało jedną firmę. Ogłaszając chęć zajęcia się zupełnie nową produkcją, spółka liczyła, że stanie się to w tym roku. - Jednak żadne działania ze strony resortu zdrowia nie zostały na razie podjęte - dodaje A. Wilczęga.

Bioton dzierżawi LFO od początku roku za 80 tys. miesięcznie. Ma też prawo pierwokupu zakładu, a w zasadzie dwóch budynków: wykończonego biurowca administracyjnego z zapleczem laboratoryjnym (bez wyposażenia) oraz hali produkcyjnej w stanie surowym.

Wyprzedzić konkurencję

- Zdecydowaliśmy się na dzierżawę z opcją kupna, bo to pozwoliłoby nam zaoszczędzić dwa lata, gdybyśmy rzeczywiście mieli uruchamiać produkcję preparatów krwiopochodnych - tłumaczy prezes Wilczęga.

Prawo pierwokupu polega na tym, że giełdowa spółka w ramach przetargu może nabyć zakład w Mielcu, ale po najwyższej zaoferowanej w nim cenie. Jeżeli któryś z konkurentów zaproponuje więcej niż Bioton, to ten, aby kupić LFO, musi dać tyle samo. Szef Biotonu uważa jednak, że firmy, które podobnie jak jego spółka chcą wytwarzać preparaty krwiopochodne na polski rynek, również nie kupią przedsiębiorstwa, jeżeli nie będą miały pewności, że to one staną się później narodowymi frakcjonatorami.

Reklama
Reklama

Nawet w największych państwach europejskich (Francja, Włochy, Niemcy) jest miejsce tylko na jednego producenta leków powstałych na bazie osocza krwi. Mniejsze zlecają produkcję do innych krajów. Przyczyny są dwie. Po pierwsze, stosunkowo wysokie koszty związane z inwestycją w fabrykę frakcjonowania osocza i powstających na jego bazie medykamentów (Bioton szacował je na 150 mln zł bez kosztów przejęcia zakładu w Mielcu). Po drugie, ograniczona podaż surowca, czyli osocza krwi. Jest ono zazwyczaj nieodpłatnie (lub za drobną, niepieniężną gratyfikacją) pobierane od honorowych dawców i stanowi własność państwa. To ono dopiero zleca jego przetworzenie i płaci za gotowe preparaty.

Plany pozostają bez zmian

Nawet jeżeli Bioton nie przejmie LFO, nie zrezygnuje ze swoich planów dotyczących preparatów krwiopochodnych. Spółka ma podpisane wstępne umowy z dostawcami technologii i niezbędnych licencji. Poza Polską chciałaby w pewnym stopniu obsługiwać kraje ościenne (Ukraina, Rosja), gdzie nie ma wystarczających mocy do przerobu krwi. Analitycy szacowali, że dałby on firmie ok. 250 mln zł dodatkowych przychodów rocznie. Na razie nic nie można powiedzieć o rentowności przedsięwzięcia, bo tu wszystko zależy już od szczegółowych ustaleń z rządem.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama