Nawarstwiają się problemy włoskiego koncernu Eni z kazachskim złożem naftowym Kaszagan. Władze Kazachstanu starają się podliczyć straty, jakie ponosi państwo z tytułu opóźnień w uruchomieniu produkcji ropy z kaspijskiego szelfu.
Zdaniem Dauleta Jergożina, zastępcy ministra finansów, AgipKCO, konsorcjum zarządzające złożem, kierowane przez Eni, powinien zapłacić ponad 10 mld USD. - Niewykluczone że suma się zwiększy. Kaszagan to olbrzymi projekt i może mieć wpływ na rozwój naszej gospodarki - stwierdził Jergożin w wywiadzie dla agencji Reutera. Operator złoża zapłaci również za szkody, jakie wyrządził środowisku.
Jednak winę za opóźnienia w wydobyciu ropy ponosi nie tylko Eni. - Pomyłki operatora to zarazem błędy pozostałych akcjonariuszy - uważa zastępca ministra finansów. Włoski koncern ma w projekcie 18,52 proc. udziałów. Po tyle samo mają Royal Dutch Shell, Exxon Mobil oraz Total. Pozostałe udziały należą do ConocoPhillips, japońskiego koncernu Inpex oraz kontrolowanego przez kazachski rząd KazMunajGazu. Ten ostatni koncern wszedł do konsorcjum w 2004 r. dzięki pomocy miejscowych władz. Niewykluczone że spółka z Kazachstanu może stać się nowym operatorem złoża. O takiej możliwości wspomniał Daulet Jergożin, zaznaczając jednocześnie, że ostateczna decyzja należy do akcjonariuszy inwestycji.
Dwa tygodnie temu Kazachstan wstrzymał na co najmniej trzy miesiące prace na złożu Kaszagan. Wcześniej rząd w Astanie wiele razy upominał Eni za opóźnienia w rozpoczęciu produkcji. Władze włoskiego koncernu starają się załagodzić konflikt. Pomóc ma w tym zaplanowane na dziś spotkanie przedstawicieli spółki z kazachskim rządem.
Zanosi się na to, że Agip KCO będzie miał problemy również z miejscowym fiskusem. Daulet Jergożin poinformował, że przeprowadzana jest kontrola podatkowa konsorcjum i już wykryto "pewne niejasności".