Co najmniej pięciu czołowych biznesmenów ma teczki założone przez Wojskową Służbę Wewnętrzną (później przejęte przez WSI) - donosi "Wprost". Według tygodnika, odnalezione zostały dokumenty dotyczące kulis powstania ich majątków. Wszyscy, oprócz Jana Kulczyka, są udziałowcami firm giełdowych.
Biznesmeni oburzeni
- Kulisy powstania mojego majątku nie stanowią tajemnicy: to ciężka praca we własnej firmie, ciągłe reinwestowanie zysków i aktywne korzystanie z dźwigni finansowych, w tym z giełdy - komentuje Michał Sołowow. Nie obawia się, że doniesienia o teczkach zaszkodzą notowaniom spółek z jego stajni. - Nie funkcjonują one na styku państwa i biznesu. Nie zatrudnialiśmy i nie zatrudniamy polityków - podkreśla.
Inaczej jest w przypadku części firm Ryszarda Krauzego, które realizują zlecenia dla administracji publicznej i firm kontrolowanych przez Skarb Państwa. - Nie komentujemy doniesień w sprawie tych materiałów - ucina Krzysztof Król z biura prasowego grupy Prokomu. - Nasze spółki zajmują się działalnością gospodarczą, a nie uczestniczeniem w kampaniach politycznych czy wyborczych. Ich misją jest dbanie o interesy akcjonariuszy. Dla oceny firm najważniejsze są wyniki finansowe i plany inwestycyjne - dodaje.
- Nie wiem nic o żadnych teczkach, nie mam pojęcia, co miałoby się w nich znajdować. Nie przejmuję się tym. To szukanie sensacji na siłę. Mój majątek to wyłącznie moja zasługa, nikt mi nie pomagał w jego osiągnięciu - mówi Zygmunt Solorz-Żak.