Czy niska inflacja w sierpniu była dla Pana zaskoczeniem?
Oczekiwałem niskiej inflacji. Faktem jest jednak, że mamy do czynienia z narastaniem presji inflacyjnej. Powody są dobrze znane: sytuacja na rynku pracy i popyt wewnętrzny.
Rok, półtora roku temu Rada Polityki Pieniężnej miała chyba nieco bardziej optymistyczną ze swojego punktu widzenia ocenę sytuacji na rynku pracy. Wielu ludzi spodziewało się, że bezrobocie będzie zmniejszało się wolniej. Okazało się jednak, że spadek następuje bardzo szybko. Wiadomo, że jeden z powodów to emigracja zarobkowa, ale mamy też do czynienia z szybkim wzrostem zatrudnienia. Z kolei silny wzrost popytu wewnętrznego powoduje powiększanie się deficytu na rachunku obrotów bieżących, a w konsekwencji powstrzymuje presję na aprecjację złotego. Tymczasem w ostatnich mniej więcej trzech latach aprecjacja była istotnym czynnikiem ograniczającym inflację.
Czy te czynniki będą wpływać na inflację również w dłuższej perspektywie?
Tak. Co prawda w 2008 r. inflacja nie musi być jeszcze wyraźnie wyższa od celu RPP, który wynosi 2,5 proc. Ale w kolejnych dwóch latach w moim przekonaniu wzrost cen przekroczy 3,5 proc., czyli górny pułap celu. W efekcie może dojść do sytuacji, że w momencie gdy mieliśmy być gotowi do przyjęcia euro, nie będziemy w stanie spełnić nie tylko kryterium deficytu budżetowego, ale także kryterium inflacyjnego oraz wysokości długoterminowych stóp procentowych.