Nie widać końca sporu Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotnicze (PPL) z wykonawcą Terminalu 2 na lotnisku Okęcie - hiszpańsko-polskim konsorcjum z udziałem giełdowego Budimeksu. Wczoraj inwestor kolejny raz publicznie wytykał wady opóźnionej o miesiące inwestycji, zwracając uwagę m.in. na przeciekający dach w pirsie północnym. Przypomniał też, że każdego dnia od końca kwietnia nalicza konsorcjum około 74 tys. USD kary. Wykonawca za opóźnienia obwinia z kolei zamawiającego. Na jego wniosek powołano Komisję Rozjemstwa, jednak sprawa prawdopodobnie będzie miała finał w sądzie.

Tymczasem ostatnie niepowodzenia biznesowe polskiej firmy dostrzeżono także na Półwyspie Pirenejskim. Jego większościowy akcjonariusz, koncern Ferrovial (również uczestniczy w rozbudowie warszawskiego lotniska), ma i bez tego znaczące kłopoty, więc informacje docierające z Polski są mu bardzo nie na rękę. Od końca kwietnia kurs akcji hiszpańskiej firmy na madryckiej giełdzie spada - tak jak cena papierów jej polskiej spółki córki na GPW. To w dużej mierze przypadek, ale... czy tylko? Wbrew pozorom informacje na temat Budimeksu budzą pewne zainteresowanie akcjonariuszy budowlanego potentata. Ostatnio zaś nie są one optymistyczne.

Ferrovial przechodził w ciągu ostatniego roku poważną restrukturyzację. Sprzedano spółkę zajmującą się deweloperką, pozbyto się też części posiadanych w wielu europejskich krajach autostrad. Natomiast aż 20 mld USD, przede wszystkim z kredytu, Hiszpanie wyasygnowali na zakup BAA, operatora kilku lotnisk w Wielkiej Brytanii (m. in. Heathrow i Stansted). W ten sposób punkt ciężkości działalności firmy przesunął się za granicę, gdzie generowana jest obecnie znaczna większość dochodu. Firma ogłosiła, że skoncentruje się na trzech branżach: budownictwie (głównie infrastruktura - tu rolę wschodniego ramienia grupy odgrywać miał Budimex), działalności koncesyjnej i prowadzeniu portów lotniczych. Wiosną interesy zaczęły się psuć.

Zwiastunem złej passy stał się właśnie Budimex. W kwietniu do użytku miał zostać oddany nowy terminal na Okęciu. Opóźnienia w pracach wykończeniowych nadszarpnęły nieco markę firmy, uważanej dotąd na Półwyspie za bardzo udaną inwestycję Ferrovialu i zwróciły na nią baczniejszą uwagę analityków. Wkrótce potem giełda w Madrycie doświadczyła głębokiej przeceny akcji firm spółek deweloperskich, które pociągnęły za sobą firmy budowlane. Latem wielu inwestorów zdało sobie sprawę, że firma ma kłopoty ze spłacaniem ogromnych długów. W sierpniu ogłoszono zamiar emisji ogromnej puli papierów dłużnych, wartych nawet 14 mld euro. Dodatkowo brytyjskie władze wszczęły postępowanie sprawdzające, czy pozycja BAA nie zagraża konkurencji pomiędzy lotniskami na Wyspach. Nic dziwnego, że oczy akcjonariuszy i analityków zwróciły się na aktywa Ferrovialu w innych krajach. Tymczasem z Polski napływały wciąż niepokojące wiadomości. Najpierw PPL, z "namaszczeniem" naszych władz, zdecydował o naliczeniu wykonawcy wysokich kar za zwłokę w pracach na Okęciu. Kilkanaście dni później, 31 lipca, premier Jarosław Kaczyński poinformował, że wstrzymane zostaną prace w dolinie Rospudy, których głównym wykonawcą jest Budimex Dromex, należący do Budimeksu. Następnego dnia Ferrovial był liderem spadków na i tak chwiejącej się madryckiej giełdzie. Jak napisał dziennik "El Economista", firma stała się główną ofiarą sporu Bruksela-Warszawa.

- Z perspektywy grupy takiej jak Ferrovial, Budimex to malutka firemka. Niemniej jednak jeszcze przed kilku miesiącami mógł być dla hiszpańskich akcjonariuszy źródłem optymizmu. Teraz, gdy koncern ma kłopoty w Wielkiej Brytanii, wieści z Polski mogą być kroplą przepełniającą czarę goryczy - tłumaczy dla "Parkietu" Marta Olba Subiros z banku inwestycyjnego Banesto Bolsa. Budimex odpowiada za ułamek procentu zysków giganta, jednak już obroty - 789 mln euro w 2006 roku wobec 12,4 mld euro całej grupy - każą postrzegać go jako środkowoeuropejski filar Ferrovialu. Polska firma nie przestaje dostarczać hiszpańskim mediom tematów. We wtorek opisały zerwanie kontraktu z Budimeksem przez władze Krakowa, wczoraj komentowały (tym razem w pozytywnym tonie) jego warte 63 mln euro inwestycje drogowe na Śląsku. A kurs akcji hiszpańskiego potentata spadł w tym tygodniu do najniższego poziomu od roku.