Minione dwanaście miesięcy było okresem największego w historii Republiki Czeskiej skoku cen na rynku wtórnym mieszkań w miastach. Analitycy zastanawiają się, czy bańka wkrótce nie pęknie.
Jak informuje dziennik "Hospodarske Noviny", w sierpniu na kupno własnych czterech kątów Czesi musieli wyłożyć średnio o ponad 20 proc. więcej niż przed rokiem. Co ważne, mieszkania drożały w podobnym tempie w całym kraju.
- To rekord. Tak silny wzrost cen był dotychczas jedynie w Pradze. I tam trwa, ale objął także kolejne wielkie miasta w Czechach - opowiada gazecie Milada Kadlecova z Instytutu Informacji Regionalnych (IRI), który prowadził monitoring rynku. Sytuacja w stolicy nadal wyraźnie odcina się na tle reszty kraju. Za średniej wielkości mieszkanie (do 70 mkw.) trzeba w centrum Pragi zapłacić prawie 5,4 miliona koron, czyli740 tys. zł. Metr kwadratowy kosztuje więc około 10 tys. zł. Poza Brnem, w żadnym innym mieście naszych południowych sąsiadów ceny nie są choćby w połowie tak wysokie.
Właśnie Brno razem z leżącą nieopodal granicy polskiej Ostrawą okazały się liderami tegorocznego boomu. Jak piszą "Hospodarske Noviny", pierwsze z miast korzysta na swojej roli jako węzła komunikacyjnego i na bliskości Wiednia, drugiemu sprzyja zaś dynamiczny rozwój przemysłu. Mieszkania w centrach obu miast podrożały o 30 proc.
Jednak z badań IRI wynika, że dynamika cen była największa w pierwszej połowie tego roku. Milada Kadlecova dopuszcza możliwość znaczącego schłodzenia rynku. Media zaś spekulują, czy nie przyjmie ono formy nagłego przekłucia bańki spekulacyjnej.