Chęć realizacji zysków sprawiła, że przez ostatnie dwie sesje ceny złota spadały. Jednak wcześniej osiągnęły poziom nieobserwowany od maja zeszłego roku, a na rynku spotowym w Londynie tylko 2 USD brakowało we wtorek, żeby notowania kruszcu były najwyższe od ponad ćwierć wieku (na rynku terminowym w Nowym Jorku, gdzie w ubiegłym roku ceny sięgnęły 730 USD, brakowało jeszcze kilkanaście dolarów). Analitycy wskazują, że przy bieżących cenach - trzeba płacić ponad 700 USD za uncję trojańską - inwestorzy mogą czuć niechęć do inwestycji w złoto. Jednak specjaliści podkreślają równocześnie, że spadków raczej nie należy się obawiać, ze względu na rekordowo niskie notowania dolara (wobec euro; wobec koszyka głównych walut dolar jest najtańszy od 15 lat), w której to walucie złoto jest notowane. Dolar będzie raczej tracić, niż zyskiwać, jeśli amerykańska Rezerwa Federalna, tak jak spodziewa się rynek, w przyszłym tygodniu obniży stopy procentowe. Jest też jeszcze jeden powód do wzrostu notowań złota.

Tradycyjnie kruszec ten uchodzi za najlepszą inwestycję pozwalającą ochronić się przed inflacją, a zagrożenie nią wyraźnie wzrosło, bo rekordowo wysokie są ceny ropy naftowej. Wczoraj w Nowym Jorku trzymały się blisko 80 dolarów za baryłkę. Uncja złota kosztowała w Londynie w tym czasie 709,72 USD, o 0,3 proc. mniej niż dzień wcześniej i o ponad 2 proc. więcej niż tydzień wcześniej. Od początku września złoto zdrożało o ponad 5 proc. Zdaniem analityków, każde wahnięcie cen w dół inwestorzy będą wykorzystać do zakupów.

PARKIET