Senat zdecydował - pozostanie duża ulga na dzieci. Na taką decyzję wskazywały wypowiedzi przedstawicieli Izby Wyższej oraz termin, w którym odbyło się głosowanie.
Generalnie jestem zwolennikiem niskich podatków, więc każda ulga mnie cieszy. Im jest większa, tym cieszy mnie bardziej - zwłaszcza że jako rodzic na tę ulgę się załapię.
Na dodatek - uważam, że ulga na dzieci jest znacznie lepszym rozwiązaniem niż fundowanie drogich przywilejów poszczególnym grupom zawodowym. Skoro państwo stać na wydawanie dziesiątków miliardów złotych na skrócenie pracy nauczycieli czy górników, tym bardziej stać je na dotowanie każdego, kto ma dzieci - a jak wiadomo, potomstwo jest bardzo kosztowne.
Problem w tym, że i przywileje emerytalne, i ulgi na dzieci funduje się, gdy jednocześnie państwo ma zapisane w planie budżetu 30 mld zł deficytu. Owszem, będzie mniej, ale o 5-6 mld zł. Nawet jeśli będzie to 10 mld zł różnicy, to i tak skończymy ten rok zadłużeni bardziej niż poprzedniego sylwestra. I - jak wynika z projektu budżetu na rok 2008 - następny sylwester też skończy się większymi odsetkami. I pewnie kolejny, i jeszcze jeden...
I któregoś dnia, gdy moje dzieci dorosną, może się okazać, że one nie mogą sobie pozwolić na ulgi i dotacje, bo koszty długu publicznego są po prostu za duże. Za dużo pieniędzy poszło na becikowe, ulgi, dotowanie nauczycieli, czy też wspomaganie konsumpcji na Śląsku. W rezultacie podatki wzrosną, a ulgi znikną.